bez-recepty-na-odchudzanie

Bez recepty na odchudzanie

Jest pod ręką i cały czas masz do tego dostęp. Możesz korzystać gdy tylko chcesz i raczyć się tym lekiem gdy tylko będziesz tego potrzebowała. Nikt nie musi Ci go przepisywać, do zastosowania go nie potrzebujesz żadnej wcześniejszej wizyty lekarskiej. Tak naprawdę tylko Ty sama wiesz kiedy jest Ci najbardziej potrzebne i jak go dawkować.

Dzięki temu niezawodnemu środkowi przez te ponad dwa lata na wiele spraw mogłam spojrzeć inaczej, wiele razy zmieniła się moja perspektywa, wiele rozmów z samą sobą odbyłam i to takich, na które nie odważyłabym się wcześniej. Coś nazwałam, coś przepłakałam, coś pożegnałam i nareszcie mogłam zobaczyć, gdzie jestem i z czym. Co jest we mnie. Przed czym uciekam, czego się boję i do czego nie chcę wracać.

Dobry sposób na odchudzanie: spacer

Nie żartuję – świadomość jego stałej obecności w moim rozkładzie dnia niejednokrotnie sprawiała, że coś, co od razu wyprowadziłoby mnie z równowagi albo na co szybciutko zaaplikowałabym sobie coś słodkiego, ratowała mi dzień.

To był czas kiedy łatwiej mi było coś zjeść niż zastanowić się, co w danej sytuacji mogę zrobić. Nie lubiłam siebie, więc poznawanie własnej osoby nie było radością. Powolne, mozolne „przebijanie się” przez kolejne warstwy do środka siebie z początku nie było łatwe. Zastanawiałam się, co mam zrobić z tym wszystkim, co odkrywam. Wyrzucić się nie da, bo to nadal jest część mnie, ale też zostawić tak jak było nie chciałam.

Chodzenie a odchudzanie – czy to ma sens?

Pomyślałam że skoro odkryłam to chodząc z kijkami, na kijkach też będę to przepracowywać. Przebaczaniem, dopuszczaniem do głosu emocji, decyzjami, czasem – łzami. Byłam tylko ja i to co odkrywałam. I jeszcze mój ulubiony most i płynąca pod nim Wisła 🙂 Mogłam śmiać się, rozmawiać ze sobą na głos a nawet krzyczeć, bo przejeżdżające samochody skutecznie mnie zagłuszały. Gdy myślę teraz o tych moich pierwszych spacerach widzę jak wiele we mnie ten most połączył, we mnie samej…

Wracałam zmęczona i lżejsza o spalone kalorie i często – problemy które zostawały gdzieś po drodze. A może wpadały do Wisły? 😉 Byłam bliżej siebie, bardziej siebie rozumiałam. Widziałam też, jak cudownie poranny spacer owocuje w ciągu całego dnia – aż do wieczora. Miałam jasno poukładaną listę zadań na dany dzień, odwagę żeby je realizować, poczucie że zrobiłam już dziś coś ważnego dla swojego zdrowia a wieczorami okazywało się… że nie potrzebuję tabliczki czekolady żeby poczuć się lepiej bo już tak się czułam – bez cukru!

Motywacja podczas odchudzania: na piechotę

Najintensywniejszy czas chodzenia trwał kilka miesięcy – oprócz niedziel chodziłam z kijkami codziennie. Moja motywacja nie zawsze była równie wysoka, ale nie zdarzyło się żebym żałowała wyjścia z domu. Tego też się wtedy nauczyłam: raz wystrzelona „rakieta motywacji” potrzebuje stałego dopływu paliwa i nie może to być proces który zostawię w obszarze „jakoś to będzie”.

W czasie odchudzania – a tak naprawdę przez cały czas – potrzebuję motywacji która będzie mnie pchała do przodu i nie pozwoli zrezygnować. Nie, nie chodzi o to żeby nagle zamienić się w automat, ale żeby decydować mądrze. Decydować – a nie dać się popychać swoim zachciankom. Tak, widzę różnicę między: „muszę zjeść tego loda” a „mam ochotę na loda więc wybiorę sobie: czy, gdzie i jakiego zjem”.

Dzisiaj chodzenie – zaraz po porannej gimnastyce – jest dla mnie bardzo ważną i dostępną zawsze formą aktywności. I najpierw tego doświadczyłam, a potem dowiedziałam się na studiach, jak bardzo ciało i ruch wpływają na nasz umysł. I jak bardzo aktywnością ruchową możemy mówić swoim myślom: hej – tu jestem. Tu i teraz. Nie w przeszłości i nie w przyszłości. To czym się martwisz, jeszcze nie istnieje. Tego co zostawiłaś już nie ma. Bądź. Całą sobą bądź, bo masz wpływ tylko na chwilę obecną – nie psuj jej sobie.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *