bezpieczne-odchudzanie-co-pomaga-na-kazdym-etapie

Bezpieczne odchudzanie: co pomaga na każdym etapie

„Nie wiem jak zacząć”, „nie umiem zacząć”, „ciągle się zbieram żeby wreszcie zacząć” – nie, to nie o moich początkach tego tekstu 😉 to jedne z najczęstszych stwierdzeń jakie słyszę albo czytam. Początek. Magiczny początek jak linia, granica, za którą wszystko się zmieni…

Dlatego zbieramy siły (często latami), przygotowujemy się (nie robiąc nic) albo czekamy na nieokreślony znak, że to właśnie dzisiaj nastąpi ta wiekopomna chwila…

i nie dzieje się nic. Znowu nic. Czas mija, waga rośnie a razem z nią – jakiś trudny do nazwania żal do samej siebie i to dziwne poczucie, że coś w sobie zagłuszamy…

To nie kpina, nie sarkazm, nawet nie żart… To życie. Prawda?

Wewnętrzne dialogi z samą sobą mamy opanowane do perfekcji. Tyle w nich tłumaczenia, wyjaśnień, szukania powodów, pocieszania się… i czekania aż ktoś wreszcie nam powie: zacznij!

Zacznij, bo lepszego momentu nie będzie a każdy będzie „zły”: jeszcze nie teraz, bo urodziny, bo wesele, bo grill ze znajomymi, bo wakacje, bo zimno, bo deszcz, bo śnieg…

A potem przychodzą kolejne urodziny (nasze – do których obiecałyśmy sobie schudnąć), ślub w rodzinie (a miałyśmy się zmieścić w tę sukienkę…), kolejna impreza (na której już chciałyśmy się czuć inaczej i wyglądać inaczej) i zabawa sylwestrowa (na której znów możemy zapomnieć o mini).

Odłożony (na wieczne nigdy) początek powraca z tryumfalnym uśmiechem a my, jak bohaterka kultowego „Dnia świra”, powtarzamy biorąc kolejne ciasteczko: „Ostatnie”.

Ciasteczko nie musi być ostatnie (bo możemy znaleźć jego zdrowsze odpowiedniki) a nasz początek nie musi oznaczać łzawego pożegnania ze wszystkim co słodkie. Może, ale nie musi. Bo znajdziemy własny sposób na słodycze. Bo postawimy swoje małe kroki. Bo zobaczymy, jakie miejsce zajmował cukier w naszej codzienności i zdecydujemy co z tym dalej zrobić. Bo odkryjemy, co rekompensowałyśmy sobie takim a nie innym jedzeniem…

Twoje wejście w odchudzanie może być cichutkie i niespodziewane albo celebrowane i z przytupem – to zależy tylko od Ciebie. Od Ciebie – bo to Ty, a nie ludzie wokół będziesz podejmowała decyzję za decyzją.

Bo to Ty, a nie „okoliczności” będziesz wybierać, do której półki w sklepie podejść, czy i co zjeść, podjechać autobusem czy pójść piechotą… I Twoja silna wola niejednokrotnie Cię zaskoczy, gdy Ci pokaże z zadziwiającą wyrazistością, że możesz się poddać w najbardziej – wydawałoby się – sprzyjających warunkach i pozostać przy raz podjętej decyzji tam gdzie – byłaś przekonana – nie masz szans.

I samą siebie zadziwisz mocą wewnętrznego, cichutkiego głosu i wytrwałością zbierania się po rozczarowaniu (sobą). A gdy już raz ten głos usłyszysz, będzie Ci służył pomocą wszędzie tam, gdzie do tej pory byłaś pełna wątpliwości…

Uważaj – jest tak cichy, że niczym go nie zagłuszysz. Nie, czekoladą także nie… Niezawodny i spokojny, jak radar ostrzeże Cię przed ponownym przekroczeniem granicy, której przekraczać już nie chcesz.

To najgłębsze „chcę” albo „nie chcę” możesz nazywać intuicją, własnym głosem albo spotkaniem ze sobą, ale niezależnie od nazwy rozpoznasz go na pewno.

Będzie Ci mówił prawdę i nie pozwoli, żebyś zrobiła coś, co nie posłuży Twojemu zdrowiu. Oczywiście że go usłyszysz – tylko jeszcze posłuchaj. Podpowie, co lepsze, ale nie zrobi tego za Ciebie. Pomoże wybrać, ale co z tą wiedzą zrobisz, będzie Twoją decyzją.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *