cel-odchudzania-co-to-znaczy-smart

Cel odchudzania: co to znaczy SMART?

Po co mi cel? Nie wystarczy po prostu, że chcę schudnąć? Cel jest jak meta, do której zmierzasz, jak drogowskaz, za którym – wiesz – czeka Cię kolejny etap, jak miejsce podróży, które przecież znasz wsiadając do pociągu.

Czasem wyjeżdżamy na określony czas i wiemy że w żadnym razie podróż się nie przedłuży. Czasem jednak po prostu wyruszamy z miejsca (nawet jeśli jest to zwykły spacer) i wiemy, że nasza przechadzka będzie trwała tak długo, aż poczujemy przyjemne zmęczenie i uznamy, że pora wracać.

Tak też obierany przez nas cel może mieć różną postać: może to być przedział kilogramów na wadze, ubranie w wymarzonym rozmiarze albo nawet samopoczucie gdy zdecydujemy się iść na basen.

Ważne, żeby cel był naprawdę mój. Nie przyjaciółki, męża czy koleżanek z pracy. Mój. Bo wtedy właśnie moja motywacja zrobi wszystko żeby się nie poddać. Będę swoim najważniejszym arbitrem. Twardym jak stal albo wyrozumiałym i cierpliwym.

Rozpoznam dokładnie różnicę między powodem a wymówką, znajdę w sobie zdumiewająco dużo siły żeby wykonać zadanie, które sama sobie wyznaczyłam, nawet jeśli tak zwane „okoliczności” będą wyjątkowo niesprzyjające. Ale też – będę dla siebie po prostu dobra i jeśli poczuję, że błaha z pozoru czynność teraz mnie po prostu przerasta – odpocznę i wrócę do niej.

Cel jest dla mnie – nie dla innych. Żebym wiedziała, kiedy świętować 😉 Kiedy spojrzeć na siebie z uznaniem i powiedzieć: „naprawdę to zrobiłaś!” Żadne: „udało ci się”! Zrobiłaś to. Schudłaś. Właśnie ty. Właśnie w takich okolicznościach.

Cel SMART – czyli?

Podejmując decyzję o odchudzaniu znałam założenia i znaczenie skrótu SMART ale… poza tą jedną myślą że chcę nie miałam w głowie nic więcej. Czy moje zrzucanie kilogramów przebiegałoby inaczej, gdybym nakreśliła precyzyjnie, do czego i w jakim czasie dążę? Nie wiem, za to doskonale pamiętam swoją determinację 🙂

Gdy już jestem tu gdzie jestem, gdy moja waga nie musi już spadać, ale chcę żeby pozostała w tym przedziale, gdy realizuję cele w innych obszarach, pomaga mi to wszystko, o czym napiszę Ci poniżej. Znaczenie tych pięciu liter, do którego wracam.

Specific – skonkretyzowany, sprecyzowany.

To ten znak, który muszę widzieć. Czytelny i nie pozostawiający wątpliwości. Kilogramy. Rozmiar. Ubranie. Coś, co mam przed oczami podejmując decyzję. Co czuję całą sobą i co jest moje. Jeśli nie jest moje, zawrócę z drogi. Przy pierwszych trudnościach (a będą), przy pierwszych wątpliwościach (a pojawią się niezawodnie), przy pierwszym zmęczeniu czy zniechęceniu, które pojawi się szybciej niż się spodziewałam. Konkret, ale mój konkret.

Measurable – mierzalny.

Po czym poznam, że cel osiągnęłam? Skąd będę wiedziała, że dotarłam do mety, albo że rozpoczyna się właśnie kolejny etap? To moment świętowania, czas radości. Zatrzymanie, żeby zobaczyć, ile osiągnęłam. Czas docenienia. Potrzebuję go jak powietrza, żeby nie być ciągle „w biegu”. Odpoczywam widząc, jak wiele już za mną. Mierzalność celu to dla mnie PR – Powód (do) Radości 🙂

Achievable – osiągalny.

Dla mnie. Osiągalny dla mnie. Świetnie, że synowa córki znajomej schudła 30 kg w… niemożliwie krótkim czasie (chociaż jeśli w niemożliwie krótkim, waga i tak wróci…). Że znajomy kuzyna brata chodzi na siłownię 5 razy w tygodniu. Mój cel – moja „osiągalność”. W mojej codzienności, z moim zdrowiem, przy moich możliwościach czasowych. Znów – jeśli cel nie będzie „mój”, żaden następny element nie będzie pasował do mojego życia. I nie chodzi o to, żeby było mało ambitnie. Chodzi o to, żebym w tej wędrówce nie podda(wa)ła się cudzym wyobrażeniom.

Relevant – istotny, ważny.

Wyzwanie, które będzie mnie podnosić, szept, który usłyszę w największym zgiełku, krok, który – gdy go zrobię – będzie mnie prowadził we właściwym kierunku. I nawet jeśli będzie ciężko, ruszę dalej, bo uznam, że cel, do którego zmierzam, wart jest wysiłku. Wart mojego zmęczenia czy chwilowego braku komfortu. Cegiełka, o której wiem, że przyczynia się do budowania podwalin w moim życiu.

Time-bound – określony w czasie.

Bardzo podoba mi się tez rozwinięcie litery T jako „tangible”, czyli celu „namacalnego”, którego (osiągnięcie) mogę doświadczyć wszystkimi zmysłami. U Kevina Krusa („15 tajemnic zarządzania czasem. O czym wiedzą ludzie sukcesu?”) przeczytałam: „To, co można zrobić w dowolnym momencie, nie zostanie wykonane w żadnym.” Wyznaczenie sobie czasu wykonania danego zadania pokazuje mi wyraźnie, że tytułowym czasem zarządzać nie mogę, bo nie mam wpływu na jego mijanie. Mogę za to przeznaczyć i wykorzystać go najlepiej jak potrafię. I to właśnie wyznaczenie konkretnego czasu na realizację pomaga mi przejmować odpowiedzialność.

Wyznaczenie celu (nie tylko odchudzania) może zacząć się od impulsu (tak jak u mnie), ale może też powstawać powoli i przyjmować różne wersje, zanim w końcu poczujemy że to jest właśnie to. I żaden z tych procesów – moim zdaniem – nie będzie „lepszy” ani „gorszy”, bo różne są drogi którymi dochodzimy do tego, żeby naprawdę usłyszeć swój głos.

Ale jestem przekonana, że nawet najmniejszy wysiłek jaki podejmujemy w tym zakresie lepszy jest od bezczynności i czekania na nieokreślone: „kiedyś”.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *