Co jeść zamiast chleba?

Po raz pierwszy zadałam to pytanie osobie, która – rezygnując z pieczywa – zgubiła 10 kg. Ze względu na wzrost zupełnie nie było tego po niej widać, ale i tak byłam pełna podziwu dla jej kobiecej determinacji.

Wtedy – mniej więcej rok temu – jeszcze nie byłam gotowa, żeby zrezygnować z jedzenia nawet tych produktów, co do których miałam absolutną pewność, że są niezdrowe, a co dopiero z tych, które traktowałam jako podstawę prawidłowego odżywiania…

Śniadanie bez chleba?

Przecież to podstawa – myślałam. Całe życie (dosłownie – tu nie ma żadnej przenośni) słyszałam, że pieczywo jest zdrowe, potrzebne i konieczne żeby czuć się najedzonym. Nie do pomyślenia było, żeby w domu skończył się chleb. Bo jeśli tak – nie ma co jeść na śniadanie (kolację) i wszelkie „kanapkowe” dodatki w lodówce „tracą sens”. Trzeba zatem natychmiast uzupełnić zapas. Kanapki rano, do szkoły, na uczelnię, do pracy. Przemysł kanapkowy jako synonim zdrowego i pełnowartościowego odżywania. A tu nagle:

Dieta bez chleba?

Nie mieściło mi się w głowie przede wszystkim to, że można dobrowolnie z niego zrezygnować, ale także – że wykluczenie go z diety z powodów innych niż zdrowotne może przynosić korzyści w postaci realnego (i trwałego) spadku wagi. Krótko mówiąc – po prostu nie wierzyłam. Warto zaznaczyć, że ani moja rozmówczyni, ani ja nie miałyśmy na myśli przyczyn zdrowotnych związanych z nietolerancją glutenu czy jakąkolwiek inną koniecznością zrezygnowania z chleba ze względu na wskazania lekarskie. Chodziło wyłącznie o odstawienie produktów mącznych. Pamiętam, że pomyślałam wtedy: cel szlachetny, ale dla mnie całkowicie nieosiągalny. Czymś w końcu na tej diecie trzeba się najeść, a samym serkiem… no cóż… Kiedy jednak w kwietniu tego roku postanowiłam, że zmieniam sposób odżywiania, wróciło też pytanie:

Czym zastąpić pieczywo?

I nie chodziło mi o zwykłe „zamienniki” tradycyjnego chleba, które miałabym smarować masłem, a następnie kłaść na nie ser, wędlinę czy plasterek pomidora (żeby mieć złudzenie „zdrowego śniadania”), ale o wartościowy składnik, który w moim umyśle (przede wszystkim) zastąpi niezastąpiony dotąd chleb. Zanim zaczniesz czytać dalej, powtórzę: moim celem była wyłącznie utrata wagi. Nie jestem na nic uczulona, nie zmagam się też z żadną nietolerancją pokarmową, dlatego wybierałam te produkty, dzięki którym mogłam jednocześnie jeść i nie tyć. W takim razie:

Co (odkryłam) zamiast chleba na śniadanie?

Moim hitem okazały się płatki. Oczywiście nie te nazywane szumnie „fit”, uwielbiane przez dzieci, z miodem, czekoladą, cukrem i wszelkimi innymi dodatkami, które powinny skutecznie odebrać im zaszczytne miano „płatków”… Płatki owsiane albo orkiszowe – małe, niepozorne, cudownie sycące i zapewniające mi poczucie „najedzenia” przez kilka godzin. Zajadam je codziennie (nieprzerwanie od kwietnia 2016) z owocami, które aktualnie łatwo dostać, ziarnami słonecznika i dyni, suszoną żurawiną, czasami – rodzynkami i maślanką. Taka „miska” wygląda i smakuje przepysznie. Równie smaczny jest zestaw, w którym zamiast płatków pojawia się twarożek (ugnieciony) z maślanką. To wersja wieczorna, w myśl zasady spożywania nabiału właśnie wieczorem. Jeśli rano mam mało czasu na śniadanie i wiem, że niedługo (czyli mniej więcej za 1,5-2 godziny) będę mogła zjeść coś większego (czytaj: miskę płatków z owocami), sięgam po jogurt naturalny. Dopóki trwało moje „słodkie uzależnienie” nawet nie zdawałam sobie sprawy, jaki jest pyszny. Jak dla mnie – im gęściejszy, tym smaczniejszy, ale to już kwestia gustu 🙂 Świetnie sprawdza się też jako przekąska w pracy. Jeśli już muszę zjeść coś „kanapkowego” wybieram pieczywo chrupkie – zwykle wystarczą mi 2 kromki obok sera, warzyw czy pasty, żebym poczuła się najedzona. Kiedy sobie przypomnę, ile kromek tradycyjnego chleba potrzebowałam, żeby się najeść… Napiszę Ci jeszcze

Co (odkryłam) zamiast chleba na kolację?

Przede wszystkim – staram się jeść najpóźniej ok. 19.00-20.00. Już to o sobie wiem, że nawet kładąc się spać ok. 23.00 nie potrzebuję późniejszych posiłków. Moją kolacją może być gotowana soczewica, kasza jaglana z ziarnami (dynia, słonecznik i suszona żurawina), jajko na twardo z warzywami (tymi, które akurat mam pod ręką: pomidor, ogórek, papryka) albo ciemny ryż z duszonymi pieczarkami. Wiosną i latem na kolację w zupełności wystarczał mi koktail z maślanki i kiwi, wiedziałam jednak, że jesienią i zimą, zwłaszcza po całym dniu poza domem, utrzymanie tego zwyczaju będzie trudniejsze, a mój organizm będzie potrzebował więcej ciepłych pokarmów. Teraz maślanka – która musi być „na stałe” świetnie sprawdza się w sytuacji rosnącego głodu połączonego ze świadomością, że o-tej-porze-już-nie-jem. Idealnie ratuje sytuację 🙂 Jak widzisz

Posiłki bez chleba

są możliwe, co więcej – mogą być smaczne, a przy tym dostarczać organizmowi składników, których naprawdę potrzebuje. Czy to znaczy, że całkowicie zrezygnowałam z pieczywa? Z tego białego w postaci chleba, bułeczek czy drożdżówek – tak. Przede wszystkim wyzbyłam się przekonania, że jest niezbędne. A jeśli mam ochotę na kromkę tego pełnoziarnistego – częstuję się. Kromką – nie dwoma, trzema, czterema z dodatkami…

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *