wspomaga-odchudzanie-czyli-male-nawyki

Co wspomaga odchudzanie, czyli moje małe nawyki

Zbyt długo trwałam w codzienności w stylu „jakoś to będzie”, żeby teraz nie dostrzegać różnicy między dawnym a obecnym stylem życia. Ze zdrowymi nawykami jakoś tak jest, że gdy robię coś dzień po dniu, nie widzę efektów od razu, za to ekspresowo dostrzegam negatywne skutki gdy tylko przestaję.

Na czym opierają się moje nawyki? Zawsze na działaniu. Bo kiedy wybieram zdrowe jedzenie, też działam – i ta czynność nie jest dla mnie rezygnacją z czegoś, co jadłam do tej pory a było pyszne, tylko jest wyborem produktu który będzie dobry dla mojego organizmu i na dłuższą metę bardziej mu się przysłuży. I to jest najlepsza, najbardziej skuteczna dieta: zdrowe odżywianie.

Nawyk nie jest dla mnie bezmyślną i automatyczną czynnością. Kiedy zaczynam poranne ćwiczenia mimo złego samopoczucia, dostosowuję je tak, żeby nie myśleć przez cały czas o ich zakończeniu. Moje ćwiczenia na odchudzanie w domu to po prostu te, których nauczyłam się podczas rehabilitacji (jak wiesz, regularnie chodzę na ćwiczenia ze względu na kręgosłup): wzmacniające mięśnie brzucha i pleców. Może zrobię coś wolniej, może będzie mniej powtórzeń, ale rozruszam swój organizm.

Z rehabilitacji pamiętam, że im wolniej wykonam dane ćwiczenie, tym będzie ono dokładniejsze i tym bardziej zmęczą się moje mięśnie. A mięsień, aby się wzmocnić, musi się zmęczyć – jak powtarzał fizjoterapeuta, więc wolniejsze tempo nie jest niczym złym.

Z moimi nawykami było tak, że najpierw po cichutku działałam, a dopiero potem zobaczyłam w tym spójną całość – elementy układanki, które zaprowadziły mnie tu gdzie jestem teraz. Nie wiem jak Ty, ale gdybym zaczęła od jakiegoś głośnego „wielkiego dokonania”, zapewne poległabym po pierwszym dniu – może tygodniu.

Czułabym się zobowiązana do spełniania oczekiwań tych, którym oznajmiłam swój wielki początek i… to by mnie „zjadło”. Rozmawiając kiedyś ze znajomą na temat bloga i blogowania mojego usłyszałam, że jedną z cennych rzeczy w nim jest ta kolejność: najpierw coś zrobiłam, a dopiero potem pochwaliłam się tym światu. Ważne słowa dla mnie. Tak chcę działać.

Sercem nawyków – przyzwyczajeń – powtarzanych czynności jest dla mnie elastyczność. Motywem – zdrowie i dobre samopoczucie. Nie cyferki na wadze, nie centymetry w pasie i nie kilometry na drodze. Moje zwyczaje mogą zostać zakłócone – i wtedy również mam wybór: złościć się na uporczywy deszcz czy dziecięcą chorobę albo zamiast planowanego marszu z kijkami zrobić coś innego dla zdrowia.

Ćwiczę też w sobie nawyk dostrzegania dobrych stron… wszystkiego i patrzenia przed siebie. Poznałam zakamarki narzekania, myślenia życzeniowego, zastanawiania się „co by było gdyby” i pretensji że „ktoś coś”. Małe, ciemne korytarzyki – ślepe uliczki które jeszcze nigdy nie zaprowadziły mnie do konstruktywnych rozwiązań. Zawsze i tak musiałam z nich „zawrócić” – tak jak dosłownie ze „ślepej uliczki”. Żeby znaleźć dobro i tak musiałam wrócić do punktu wyjścia.

Gdy tylko pojawia się taka sytuacja – czyjeś zachowanie, splot okoliczności, na które nie mam wpływu – decyduję się od razu – od razu – przebaczyć i zobaczyć w tym dobro. Moje przebaczenie nie jest uznaniem, że się nic nie stało, tylko decyzją, żeby nie rozpamiętywać tego w sobie i nie pielęgnować złości na daną osobę. Na dłuższą metę w końcu i tak to ja doświadczyłabym konsekwencji złych emocji, więc po co zabierać ze sobą na drogę taki bagaż? Tego też staram się uczyć dzieci. Ponieważ zwykle dość impulsywnie reaguję choćby na brak rozsądku kierowców czy jakieś dziwne zachowanie w tramwaju (a dzieci to widzą), nauczyłam się ucinać swój wybuch krótkim: „niech mu/jej Pan Bóg błogosławi”. Trudne. I bardzo odciążające.

A dostrzeganie dobra? To skupienie się na tym, co dobrego mogę „wyciągnąć” z danej sytuacji tu i teraz. Co konkretnie zrobić, żeby nie tracić czasu na żal że coś się stało (albo nie stało), ale „wycisnąć” chwilę jak cytrynę do ostatniej kropelki.

Przykład? W deszczowy dzień nad morzem mogłam zapomnieć o wchodzeniu do wody, na które czekałam cały rok. Mogłam się denerwować na pogodę, ale poza moim nastrojem (i moich najbliższych) niczego by to nie zmieniło. Zrobiłam sobie dobrej kawy (ekspres przywieźliśmy ze sobą :)) i zabrałam się za czytanie.

I wiesz co? Ten czas był jak olśnienie. Znasz to uczucie, gdy w czytanych słowach odnajdujesz dokładnie to, co dzieje się w Tobie? Tak właśnie było gdy zabrałam się za książkę Post Daniela z uzdrawiającą dietą dr Ewy Dąbrowskiej Krystyny Dajki i ks. Łukasza Piórkowskiego. Lektura zaowocowała nie tylko rezygnacją z popołudniowej bajaderki do kawy 😉 (taka nasza mała nadmorska „tradycja” – 1 bajaderka w czasie wyjazdu) ale też decyzją, żeby na rekolekcje z Postem Daniela w końcu pojechać. Zapisałam się na wrzesień i po powrocie napiszę, jak było 🙂

Nie zawsze jestem w stanie od razu dostrzec dobro danej sytuacji – i wtedy modlę się, żeby Bóg wyprowadził z niej dobro bo widzi to, czego ja nie widzę. Takie krótkie „Ty się tym zajmij”.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *