cukier-odstawienie-to-wolnosc

Cukier: odstawienie to wolność

Niby go nie ma, a jednak jest, gotowy zdominować nie tylko nasze myśli, ale i codzienność. Ukryty pod różnymi nazwami, dodawany do produktów, w których najmniej byśmy się go spodziewały. Często latami kształtuje nasz smak, podnosząc granicę tego co „wystarczająco słodkie” do takiego poziomu, że poczciwej marchewce, buraczkowi czy nawet suszonym owocom lekceważąco odmawiamy tego miana.

Parafrazując słowa Kubusia Puchatka: im lepiej przypatruję się Piramidzie Zdrowego Żywienia i Aktywności Fizycznej, tym dobitniej widzę, że cukru (słodyczy) w niej nie ma. Kiedyś podsumowałabym to spostrzeżenie słowami: „i co mnie to obchodzi”. Teraz naprawdę mnie to obchodzi. Mój organizm nie potrzebuje słodyczy. Mój organizm nie potrzebuje słodyczy do zdrowia i rozwoju. Co więcej:

Spożywając regularnie duże ilości produktów wysoko przetworzonych pełnych pszennej mąki i rafinowanego cukru, stawiamy własne organizmy przed bardzo trudnym zadaniem. Artykuły te pozbawione są błonnika, wobec czego zawarty we wszystkich węglowodanach cukier przenika do krwi, bez żadnych oporów wywołując w niej gwałtowne wzrosty poziomów glukozy. W takiej sytuacji większość jej nadmiarów magazynowana jest w tłuszczu na brzuchu, ale niestety nie dotyczy to całej jej nadwyżki, której pozostałość nadal krąży w ciele, wiążąc się z białkami (w procesach glikacji) oraz wypełniając komórki sorbitolem, co powoduje ich obrzmienia i uciski nerwów.

Richard Jacoby, Raquel Baldelomar: Cukier – cichy zabójca. Jak pozbyć się uzależnienia od największej trucizny naszych czasów.

Cukier – jak szkodzi?

Nie chcę karmić swojego organizmu substancją, która nie tylko mu nie służy, ale z którą ma problem jak z nietrafionym prezentem. Bo „prezentem” cukier jest przez krótką (zawsze zbyt krótką…) chwilę spotkania z kubkami smakowymi. Potem zaczyna wędrówkę tam, gdzie i tak nikt go nie chce.

Jak zareagujemy na wzrost poziomu glukozy we krwi? Przez jakiś czas będzie świetnie: ochota do działania, radość, może nawet uczucie „najedzenia”. Jednak równie szybko jak się podniosła, glukoza zacznie spadać, a my ze zdziwieniem stwierdzimy, że chyba jednak „posiłek” nie był zbyt sycący. Nasz organizm lubi równowagę, nie służą mu ani gwałtowne wzrosty (czegokolwiek), ani spadki. Reakcją może więc być ospałość, brak energii i najzwyczajniejszy głód, który w desperacji zacznie do nas wołać: „hej, ja tu ciągle jestem, nic się nie zmieniło!”

Obrazowo może to wyglądać tak, jakbyśmy po bokach pustego pojemnika umieszczali ciężary, zamiast napełniać go w środku. Gdzie odkłada się nadmiar glukozy? W tłuszczu na brzuchu – zbędne obciążenie zewnętrzne. Gdzie jeszcze? W komórkach powodując uciski nerwów – zbędne obciążenie wewnętrzne.

Cukier jako substancja uzależniająca

Dlaczego tak trudno z niego zrezygnować? Bo uzależnia jak narkotyk i to dosłownie, aktywując w mózgu podobne ścieżki jak morfina. Jest coś jeszcze: cała tak zwana sfera behawioralna, czyli nasze najprostsze przyzwyczajenia objawiające się konkretnymi zachowaniami. Takie „działanie na autopilocie”, kiedy na przykład po obiedzie „musi być deser” albo „do kawki musi być coś słodkiego”. Żeby sprawa była jasna: przez wiele, wiele lat funkcjonowałam na takim autopilocie a wobec każdego, kto próbował mi tę „trasę” zmieniać, reagowałam złością.

I nie było to takie-sobie-lekkie-zdenerwowanie… To była walka o skarb, bo oto może mi zostać odebrane coś bardzo cennego. Jak się domyślasz nie chodziło oczywiście o dosłowne zabieranie słodyczy. Chodziło o coś ważniejszego: o usprawiedliwianie swojego przyzwyczajenia. Bo dopóki przed samą sobą udawało mi się trzymać to rusztowanie pozorów, dla których „mam prawo po całym dniu”, nie było źle. Kiedy jednak ktoś z zewnątrz próbował mi tę konstrukcję naruszyć, odzywał się we mnie lew, smok czy jakikolwiek inny drapieżnik, gotów zaciekle bronić swojego słodkiego terytorium…

Czasami ta złość była wymierzona przeciwko mnie samej, gdy próbowałam „coś z tym zrobić”. A że zabierałam się do tego od niewłaściwej strony – zabierając sobie coś dla mnie wartościowego i nie dając nic w zamian – skutek był marny. Całość zamykała się w kilku dniach. Najkrótszy etap trwał kilka godzin.

Czy uwierzyłabym wtedy, że kiedyś będę w stanie funkcjonować bez słodyczy? Nie. Czy byłabym gotowa zacząć, gdyby ktoś mi powiedział, jak zrobić to mądrze? Tak. Dlatego dzisiaj robię to co robię: studia podyplomowe, blog, bezpłatny Kurs Bez Słodyczy.

Bo wierzę, że każda z nas ma swoją motywację do zmiany.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *