czekolada-co-w-niej-uzaleznia

Czekolada: co w niej uzależnia?

Na długo przedtem, zanim poznałam nazwę, doświadczyłam jego wpływu. Czekoladoholizm – bo tak się nazywa uzależnienie od czekolady, miał wpływ nie tylko na mój odpoczynek po całym dniu, ale też na sposób odbierania i przeżywania różnych, codziennych wydarzeń. Najczęściej moje reakcje były bliskie dwóm skrajnościom: rezygnacji z czegoś, co mogłam zrobić lub powiedzieć (wycofywałam się) bo wieczorem „czekolada zrozumie” albo zbyt gwałtownemu informowaniu otoczenia, co myślę (w sytuacjach związanych z zakupami, jedzeniem czy miejscem słodyczy w moim codziennym menu).

Chyba nie przesadzę mówiąc, że wiele – jeśli nie wszystkie – zdarzenia z dnia odnosiłam do jedzenia, bo to co słodkie wydawało się remedium na każde, nawet najmniejsze „nie tak” w codzienności. Aktywność fizyczna ograniczała się do pokonania odległości z przystanku albo garażu do domu, a celebrowanie chwil w sposób inny niż jedzenie wydawało się niemożliwe.

Nie zastanawiałam się wtedy, dlaczego najchętniej ze wszystkich słodyczy wybieram czekoladę (chociaż z wolnością wyboru te zakupy nie miały nic wspólnego…) ani czemu dzień za dniem powtarzam ten sam „rytuał” mimo że po zjedzeniu całej tabliczki wcale nie czuję się lepiej… Próby rezygnacji czy ograniczenia z tamtego czasu kojarzą mi się jedynie ze złością. Na siebie, na bliskich, na cały świat…

Gorzka czekolada w tym czasie mogła dla mnie nie istnieć – chyba że jako otoczka słodszej zawartości albo polewa. Nigdy też nie dziwił mnie fakt (a powinien!) że gorzkiej nie byłam w stanie zjeść tyle ile mlecznej.

Gorzka czekolada czyli co?

Czyli przynajmniej 60% kakao – zawsze szukam takich z zawartością ok. 70%. Ziarna kakaowca wykorzystywane do wyrobu czekolady rosną na drzewach o wdzięcznej nazwie „pokarm bogów” (Theobroma cacao). Co znajdziemy w prawdziwej czekoladzie? Kofeinę, magnez i niewielką ilość anandamidu – substancji która wpływa ponoć na ten sam typ receptorów mózgowych co konopie indyjskie… a także flawonoidy, czyli przeciwutleniacze, mające dobry wpływ na układ krążenia.

Prawdziwą czekoladą powinna zwać się właśnie ona, tymczasem pod tą nazwą możemy już kupić niemal wszystko. Wystarczy zresztą spojrzeć na skład… Dla jasności: nie namawiam Cię na kupowanie czekolady. Żadnej. Zachęcam jedynie do zwracania uwagi na zawartość. Wiem że dla mnie na początkowym etapie odchudzania gorzka nie byłaby dobrym rozwiązaniem, podobnie jak tak zwane „zdrow(sz)e” słodycze. Wtedy skuteczne mogło być jedynie całkowite odstawienie, bo mój organizm był uzależniony nie tylko od cukru.

Uzależnienie behawioralne – co to jest?

Najprościej rzecz ujmując: to czynność powtarzana nie w tym celu, któremu służy. Zachowanie powtarzane najpierw po to by poczuć efekt „wow!” a potem – stopniowo – żeby w ogóle jakoś funkcjonować. Przesadziłabym mówiąc, że bez czekolady nie umiałabym kiedyś przeżyć dnia 😉 ale już osiągnięcie optymalnego stanu bywało trudne a świadomość jej braku (czy braku jakichkolwiek innych słodyczy) wywoływała złość.

Jadłam słodkości nie dlatego, że je wybrałam, zdecydowałam o ich ilości czy nawet dlatego że po prostu miałam ochotę. Myślę że w zdrowym podejściu każda z tych opcji jest do przyjęcia. Jadłam dlatego, że nie byłam w stanie się od nich powstrzymać a sama czynność kojarzyła mi się z relaksem i odreagowywaniem.

Nawyki stanowią ważny aspekt naszego sposobu odżywiania się. Gdy mózg wyrabia sobie pewne oczekiwania, ciało posłusznie się do nich dostosowuje. Bardzo łatwo powiedzieć człowiekowi z nadwagą, że powinien zdobyć się na trochę samodyscypliny i mniej jeść, ale nie jest to wcale tak proste. Przyczyny, z których zaczął się przejadać, mogą być złożone. Jedną z nich bywa comfort eating, czyli „zajadanie smutków”. Gdy jest ci smutno i źle, mózg wysyła ciału sygnały, że jesteś zmęczony i wyczerpany. A skoro jesteś zmęczony i wyczerpany, to czego ci potrzeba? Energii. Skąd się ją czerpie? Z jedzenia! Ponadto wysokokaloryczna żywność może uruchamiać układy nagrody i przyjemności w mózgu. Właśnie dlatego rzadko słyszy się o „sałatce na smutki”… Kiedy zaś mózg i organizm przyzwyczają się do określonej podaży kalorycznej, bardzo trudno jest ją zredukować.

Dr Dean Burnett: Gupi muzg. W co tak naprawdę pogrywa Twoja głowa?

Co mnie w takim razie w czekoladzie uzależniało? Subtelna kombinacja substancji słodzących i moje własne nawyki. Rytuał który sobie utworzyłam, polegający na kończeniu dnia w podobny sposób, połączony z natychmiastowym łączeniem trudniejszych wydarzeń w ciągu dnia z wieczorną „nagrodą”:

Kluczową cechą uzależnienia jest kombinacja silnego pożądania przedmiotu uzależnienia oraz osłabienia zdolności opierania się temu pożądaniu. Na początku procesu popadania w nałóg u danej osoby pragnienie, jakie budzi przynoszący przyjemność narkotyk lub czynność, związane jest z aktywacją obwodów dopaminy w ośrodku nagrody. Powtarzający się kontakt z uzależniającą substancją prowadzi do długotrwałych zmian w mózgu. Te zmiany sprawiają, że podlegająca im osoba staje się mniej wrażliwa na inne formy zaspokojenia i mniej zdolna do kontrolowania własnego kompulsywnego zachowania. Inne zmiany w mózgu powodują, że dana osoba staje się nadwrażliwa na bodźce związane z narkotykiem lub działaniem, od którego jest uzależniona; pragnienie, które wyzwala się pod wpływem tych bodźców, dodatkowo utrudnia zerwanie z nałogiem.

Paul Martin: Seks, narkotyki i czekolada.

Jeść czekoladę czy nie?

Rozmowy, maile i przeróżne warsztaty nauczyły mnie, że ile życiowych historii, tyle odmiennych dróg do niższej wagi i zdrowych nawyków. To co dla jednej osoby będzie doskonałym rozwiązaniem, inną zaprowadzi w ślepą uliczkę. Przed samą sobą zobowiązałam się, że mleczna czekolada przestaje dla mnie istnieć. Uzyskanie tej wolności kosztowało mnie sporo pracy i nie chcę znów wracać tam gdzie byłam. Łatwiej mi czegoś nie kupić niż toczyć niekończące się dialogi z samą sobą o tym, co to znaczy: zjeść mniej 😉

Od czasu do czasu kupuję gorzką czekoladę wybierając taką o możliwie największej zawartości kakao. Rekordzistka miała ponad 90% i byłam w stanie zjeść tylko dwie kostki naraz… Jeśli całkowite rozstanie ze słodyczami Cię przeraża, próbuj swoich sposobów – gorzka zamiast mlecznej, zdrowsze słodkości przygotowywane w domu, suszone owoce zamiast słodyczy…

Uzależnienia to nawyki, rytuały – nie istnieją w próżni, są mocno związane z naszą codziennością, osadzone w tym co dzieje się co rano, co tydzień, zwykle przy automacie do kawy, zawsze po powrocie z pracy… Tym właśnie kierowałam się przygotowując swój bezpłatny Kurs Bez Słodyczy. Spróbuj, jak to jest zmierzać Małymi Krokami do Wielkiej Zmiany.

 

Literatura do której warto zajrzeć:
Dr Dean Burnett: Gupi muzg. W co tak naprawdę pogrywa Twoja głowa? Przekład: Dariusz Rossowski. Wydawnictwo Feeria, Łódź 2016

Paul Martin: Seks, narkotyki i czekolada. Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA. Warszawa 2010

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *