https://www.zaczynamteraz.pl/dobre-nawyki-zywieniowe-konkrety-sprawdzone-zrzuconymi-kilogramami/

Dobre nawyki żywieniowe: konkrety sprawdzone zrzuconymi kilogramami

To co wygląda jak życiowa rewolucja – zmiana nawyków żywieniowych – może być stopniowym działaniem krok po kroku, żeby się nie zniechęcić i nie rzucić wszystkiego po pierwszym dniu. Albo nawet wcześniej – przy pierwszych oznakach głodu 🙂 Jeśli zastanawiasz się

Jak zmienić nawyki żywieniowe i schudnąć

poniżej znajdziesz to wszystko, czego uczyłam się (na sobie) przez kilkanaście ostatnich miesięcy i co świadomie stosuję nadal żeby utrzymać wagę, pozostać zdrową i nie stracić energii mimo nadchodzącej jesieni.

  1. Zaczynam dzień od szklanki wody z cytryną. Jeśli akurat nie mam cytryny – od szklanki wody po prostu. Wiem że mój organizm potrzebuje nawodnienia nie tylko wtedy i nie dopiero wtedy kiedy domaga się picia.
  2. Jem obfite i zdrowe śniadanie. Dla mnie to ciągle płatki (owsiane, orkiszowe) które wieczorem zalewam wodą (żeby wypuściły kiełki, które tam są mimo że ich nie widzę). Jeśli mam w domu i mam ochotę dodaję do nich: rodzynki, siemię lniane, ziarna słonecznika, amarantus ekspandowany i co tylko mam pod ręką. Rano dokładam pokrojone owoce (dostępne w rozsądnej cenie) i maślankę albo jogurt naturalny. Ostatnio moim hitem jest też kawałek tłustego twarogu – rozgnieciony i wymieszany ze wszystkim.
  3. Woda. Właściwie oprócz kawy i wody nie potrzebuję żadnych napojów 🙂 Zainstalowałam sobie w telefonie aplikację w której zaznaczam ilość wypitych szklanek. Nie chcę przypomnień, dźwięków czy innych bajerów – tylko ilość wody. Wiem że 1,5L to absolutne minimum. Widzę też bezpośredni związek między ilością wypijanej wody a spadkiem wagi. Jakkolwiek nie przestaje mnie to zadziwiać – tak jest.
  4. Jem gdy zaczynam czuć lekki głód. Już wiem że to jest odpowiedni moment żeby podjąć decyzję, co chcę zjeść a nie wrzucać w siebie wszystko jak do „worka bez dna”. Niektórych produktów nie kupujemy w ogóle (np. cukru) ale mam w kuchni również takie, których już nie jem, ale lubią je dzieci więc teoretycznie zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że zabiorę się za nie kiedy będę już bardzo głodna.
  5. Zauważyłam że nakładam mniejsze porcje niż kiedyś. Po prostu znam już swój organizm na tyle, żeby wiedzieć, jaka ilość wystarczy. Warunek: całe jedzonko nałożone na talerz i zjadane na siedząco. Żadnego zjadania ze słoiczka – na przykład masła orzechowego 🙂 Wtedy łatwo stracić umiar. Zbyt łatwo.
  6. Wiem jakie produkty dla mnie nie istnieją (dania typu fast food, słodkie gazowane napoje) a jakie od czasu do czasu mogę zjeść w niewielkich ilościach.
  7. Jeśli decyduję się na słodycze, wybieram te, które w miarę możliwości przyniosą jak najmniejszą szkodę: gorzką czekoladę (przynajmniej 70% kakao), czasem chałwę, dobre lody, orzechy (jeśli ziemne to niesolone) i też wyznaczam sobie porcję do zjedzenia. O ile kiedyś tabliczka mlecznej czekolady w 10 minut nie stanowiła problemu i zawsze chciałam więcej, o tyle teraz 2-3 kostki gorzkiej w zupełności wystarczą.
  8. Doceniam warzywa. Bardzo lubię te słupkowe części kalafiorów i brokułów (nazywam je głąbikami – znasz to określenie?) – na surowo.
  9. Do pracy zabieram jedzenie w pudełku. Kilka naszych sprawdzonych zestawów znajdziesz we wpisie Jak jeść zdrowo poza domem. Wchodząc do sklepu po owoce czy jogurt do pracy wiem dokładnie, po co przyszłam. Tego, czego nie będę miała poza domem – nie zjem. Proste.

I teraz najważniejsze:

Jak wyrobić zdrowe nawyki żywieniowe?

Tego wszystkiego, co ułożyłam Ci w piękną listę, nie spisywałam jako „niedoścignionego ideału” te kilkanaście miesięcy temu. Pracowałam nad tym stopniowo, skupiając się na tym, co dla mnie możliwe z uwzględnieniem mojego dnia, przyzwyczajeń, ulubionych smaków, możliwości czasowych czy finansowych.

Nie przepadam za gotowaniem, nie lubię kulinarnych eksperymentów (jeśli nie liczyć drobnych modyfikacji w postaci zmiany jednego dodatku czy przyprawy). Nie liczę kalorii, nie stosuję się do określonej ilości posiłków w ciągu dnia.

  1. Wszystkie zmiany w stosunku do wcześniejszych przyzwyczajeń wprowadzałam stopniowo. Może poza początkową całkowitą rezygnacją ze słodyczy, ale tu akurat wiedziałam, że każdy kompromis ze słodyczami może być dla mnie zgubny. Żadnych oznaczało żadnych: ani zdrowszych, ani mniej, ani nie na wieczór. Żadnych. Inaczej nie byłabym w stanie się od nich uwolnić, czyli nauczyć się jak to jest kiedy je świadomie wybieram i jem w określonych ilościach.
  2. Druga zasada którą kieruję się cały czas: jeśli uczestniczę w spotkaniu albo imprezie z jedzonkiem, korzystam z tego, co jest, wybierając w miarę możliwości to co najzdrowsze. Ale że lubię dobre rzeczy, jeśli mam okazję spróbować czegoś, czego jeszcze nigdy nie jadłam, albo poczęstować się genialnym ciastem cioci, robię to bez wyrzutów sumienia 🙂
  3. Trzecia zasada: jedzenie jest tylko jedzeniem. Jego zadaniem jest dostarczenie odpowiednich składników a nie pocieszanie mnie. Zatem jeśli coś idzie nie tak jakbym chciała, jest mi smutno, żal, nijako, nudno, czuję się rozczarowana albo przygnębiona, szukam innych sposobów na poprawę nastroju niż słodycze. I to jest akurat coś, czego nie musiałam się uczyć – po prostu to odkryłam chodząc z kijkami.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *