dzielny-despero-to-wszystko-jest-po-cos

Dzielny Despero: to wszystko jest po coś

Mała mysz, w której od początku wszystko jest „nie takie”: za mała postura, zbyt duże uszy, całkowita odporność na strach. Nie boi się? Nie kuli się? Trzeba go tego nauczyć! Przecież jest myszą! Nauczyciel i rodzice, zgodni w swoim niepokoju, nie zrobią nic, żeby uchronić Despera przed zesłaniem. Matka próbuje, ojciec nie wychodzi poza stwierdzenie, że Rada ma rację… ponieważ jest Radą.

Może mam szczęście do takich mądrych filmów dla dzieci, a może nawet w bajkach widzę symbole i mądre przesłania 🙂 Film jest adaptacją książki o tym samym tytule, autorstwa Kate DiCamillo.

Despero wyrusza w podróż, której celu nie wybrał, ale od początku patrzy przed siebie – krok za krokiem zmierza w kierunku, o którym inne myszy boją się nawet pomyśleć. Nasze „podróże” też często rozpoczynają się w miejscu, którego nie wybierałyśmy. I gdy się zaczynają, nie wiemy jeszcze, że to właśnie taka wędrówka, która nas zmieni, odsłoni to co najgłębiej – czasem najpierw przed nami samymi…

Od światłych myszy, które „wiedzą lepiej” Despero niejednokrotnie usłyszy, co „powinien” – ot, choćby: jeść kartki książek zamiast je czytać… A jednak bez gniewu czy buntu zacznie robić to, co uzna za słuszne: poznawać opisaną historię. Ta historia zmieni jego życie, coś w nim otworzy, dokądś zawoła. Nie – to nie znaczy, że z definicji lepiej jest nie słuchać tych i tego, co wokół nas mówi nam „jak”. Dla mnie to przypomnienie, żeby robić to, co odczytuję jako zaproszenie dla mnie – i tego głosu w sercu z niczym nie da się pomylić.

Historia, którą Despero poznawał mimo sprzeciwów tych, co wiedzą lepiej, zaprowadziła go do miejsca, od którego zaczęło się „okazywać” że wszystko, co robił wbrew swojej społeczności, znajdzie swój cel. Wszystko. Co więcej – niejednokrotnie uratuje mu życie albo zdecyduje o powodzeniu tego, co nazwał swoją misją.

Wiem że tam gdzie królują obrazy, widzimy to, co w danym momencie jest najbardziej dla nas. Dla mnie takim obrazem jest wisiorek królewny, którego zgubienie mogło się wydawać przegraną i zaprzepaszczeniem jedynego możliwego sposobu. Spadł, ale nie na samo dno. Pozostał zawieszony aż do czasu, gdy odbite od niego światło uratowało czyjeś życie. Nawet to, co zgubiłaś na drodze swoich zmagań, nawet od tego, do czego nie możesz dosięgnąć, może się odbić światło, które do Ciebie wróci w decydującej chwili…

Patrz tam gdzie jest cel Twojej misji, idź za tym, o czym wiesz, że jest Twoim zadaniem. A jeśli to, co „upuściłaś” po drodze będzie potrzebne, Bóg znajdzie sposób, by pomóc Ci to wykorzystać. Wisiorek zgubiony przez Despera musiał tam być – bez niego światło nie odbiłoby się w taki właśnie sposób. A cel, dla którego ten wisiorek od księżniczki otrzymał, okazał się niewykonalny w formie, o jakiej oboje myśleli. Król, któremu miał go pokazać na znak wiarygodności, nawet nie zauważył maleńkiej, rozpaczliwie wołającej do niego myszki…

Czasem cel, dla którego coś otrzymujemy, może dla nas pozostać nieznany aż do decydującej chwili.

Ci, którzy mają nadzieję nie są niczyimi niewolnikami.

Nadzieja księżniczki (wydawałoby się: całkowicie bezpodstawna) jednak znalazła swoje uzasadnienie. Uratowało ją to, co dla mysiej społeczności było całkowitym złamaniem zasad, działaniem wbrew. Nie daj swojemu zniechęceniu czy smutkowi złamać w Tobie przekonania, że warto. Może właśnie to, czego doświadczysz wychodząc poza własne schematy, stanie się kiedyś dla kogoś odpowiedzią na jego nadzieję (którą wszyscy inni nazwą: bezpodstawną)?

Czasami niewiele trzeba żeby spełniły się marzenia. Trzeba tylko widzieć to czego się chce.

Dziewczyna zajmująca się stadem świń widziała to dokładnie – i jej „bezpodstawna” wydawałoby się nadzieja także się spełniła choć odległość marzeń od rzeczywistości była ogromna – w każdym możliwym znaczeniu. Stała się tym, kim chciała być – choć inaczej niż marzyła. Próbowała to wydrzeć za pomocą namiastek, tymczasem czekała na nią jej prawdziwa tożsamość – głębsza i piękniejsza niż mogła to sobie wyobrazić.

Prawda przyszła do niej w najmniej oczekiwanym miejscu. Tam, gdzie spodziewała się jedynie ratunku, gdzie okoliczności zewnętrzne (więzienie) i to, co robiła (wołając o pomoc) doskonale symbolizowały etap jej życia – właśnie tam poznała prawdę o swojej tożsamości. Piękną i zmieniającą wszystko prawdę.

Czasem właśnie to miejsce, ten czas, w którym czujesz się najbardziej „uwięziona” może się stać etapem koniecznym byś mogła się dowiedzieć, kim jesteś i gdzie jest Twoje miejsce. Wypatruj go. Dziewczyna była nawet odwrócona tyłem do miejsca, z którego przyszło wybawienie. Kierowała swój głos, swoją prośbę o pomoc nie tam, skąd ona rzeczywiście przyszła. Wypatruj go i jednocześnie pamiętaj, że strona, z której przyjdzie odpowiedź, może Cię zaskoczyć.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *