jak-wprowadzac-zmiany

Jak wprowadzać zmiany w odchudzaniu?

Widziałaś film „Apollo 13” z Tomem Hanksem? Albo jakikolwiek inny film – fabularny czy dokumentalny – ze startu rakiety czy promu kosmicznego? Jaki jego element najmocniej utkwił Ci w pamięci?

Huk, płomienie, dym, okrzyki entuzjazmu? Robią niesamowite wrażenie, prawda? Wydaje się że bez nich start takiego olbrzyma byłby niemożliwy…

Radość, impet i energia towarzyszące podjęciu decyzji czy nawet pierwszym krokom na drodze do zdrowego stylu życia przypominają takie właśnie spektakularne efekty. Czy dla startującego pojazdu są niezbędne? Nie wiem, ale wiem że bez radości i energii niczego bym w swoim życiu nie zmieniła 🙂

A teraz wróć do filmu i obejrzyj go jeszcze raz od minuty 3:07. Zwróciłaś wcześniej uwagę na ten moment? A może za pierwszym razem zatrzymałaś go wcześniej?

Ten element, który robił najwięcej „dymu” (i wydaje się, że także najwięcej hałasu) odłącza się od rakiety. Wykonał swoje zadanie, wyprowadził ją na odpowiednią wysokość i nie jest już potrzebny. To zaplanowana operacja – podejrzewam
że nawet bardziej niż co do sekundy. Tu się zatrzymamy, do tego momentu chcę Cie dzisiaj zaprosić.

Potrzebujesz motywacji, najlepiej w dużych ilościach i od zaraz?
Odbieraj co tydzień listy ze słowami zachęty i inspiracji.

Jak zacząć zmiany w życiu?

Bez radości towarzyszącej wizji tego, co chcę osiągnąć zupełnie nie wyobrażam sobie swoich zmian 🙂 Czy to musi być skacząca euforia i nieustanny „banan” na twarzy? Skąd – przecież każda z nas jest inna, z całą paletą odczuć i sposobów ich przeżywania. Ale niezbędna jest choćby najmniejsza iskierka która rozpala w nas to „chcę”. Jeśli nie cieszy mnie miejsce, do którego zmierzam, zrobię wszystko żeby się tam nigdy nie znaleźć, albo choćby dotrzeć jak najpóźniej.

Moją „iskierkę” wywoływać może obraz tego, co chcę osiągnąć. Pamiętasz moją czerwoną spódniczkę? Nie planowałam dokładnej ilości kilogramów które chcę zrzucić (gdyby tak było, odchudzałabym się nadal…) ale marzyłam sobie jak to będzie pięknie móc się zapiąć w tej spódnicy… Okazała się za duża szybciej niż sądziłam 🙂

Kiedy patrzę wstecz widzę że moje dwa pierwsze kroki polegały na:

  • nazwaniu swojego marzenia
  • podjęciu decyzji że właśnie tam zmierzam

Jak zaplanować zmiany w życiu?

Wracamy do naszej rakiety. „Coś” się od niej odłączyło, pamiętasz? Coś co miało za sobą mnóstwo ognia i dymu. Wykonało swoje zadanie i spektakularnie odleciało w nieznanym (nam) kierunku. Rakiecie głównej został cichy i jednostajny lot do wyznaczonego celu. Nuda.

Jeśli oglądałaś „Apolla” wiesz że właśnie w tej „nudzie” zdarzyły się rzeczy kluczowe dla całej misji, a zachowanie członków załogi i decyzje podjęte tuż przed startem odegrały ogromną rolę. Co mamy? Pojazd znajdujący się na takiej wysokości i w takim momencie, gdy musi radzić sobie z tym co ma. Przestrzeń kosmiczna mówi: sprawdzam.

Życie mówi: sprawdzam. Nam. Tobie i mnie – entuzjastkom które zdecydowały się na odchudzanie i swoją radością „wyprawiły się” w takie przestrzenie, w których podróż może odbywać się jedynie w kierunku wyznaczonego celu. Czy to znaczy, że nie ma powrotu „na ziemię”?

A chcesz wracać?

To nie znaczy że nie możemy zrezygnować. Że nie możemy z dnia na dzień rzucić tego całego zdrowego stylu życia i pójść na Big Cokolwiek… Bez przesady – nie jesteśmy statkami kosmicznymi, jeśli zrezygnujemy nie będzie wielkiego „bum!”

(I po cichu, ale tak bardzo cichutko powiem Ci, że jeśli w tym momencie, na tej orbicie, gdy Twoja euforia „odłączyła się” i zmieniła kierunek, Ty sama odkrywasz, że ona nie była Twoja, że tu gdzie jesteś znalazłaś się nie z własnej woli… wsłuchaj się w siebie, żeby się dowiedzieć, czy masz wystarczająco dużo „paliwa” żeby lecieć dalej. Jeśli tak – cała naprzód. Jeśli nie – zdecyduj jak chcesz wykorzystać to doświadczenie.)

Niemniej warto sobie zadać pytanie: czy jeśli w tym momencie zrezygnuję, będę miała siłę znów wzbić się tak wysoko? A co dla Ciebie oznacza: zrezygnuję?

Wiesz co sobie postanowiłam podczas jednego z moich letnich, kijkowych spacerów? Że teraz już zawsze idę przed siebie. Może czasem zwolnię, może przejdę krótszy dystans niż planowałam danego dnia, może przystanę na odpoczynek, ale na mojej nowej, zdrowej, właśnie odkrytej drodze już się nie zatrzymam. Zyskałam tyle, że chcę jeszcze więcej. Co odkryłam?

Oba te odkrycia przyniosły mi odpowiedź na pytanie:

Jak przetrwać trudne chwile w odchudzaniu?

Skoro postanowiłam sobie, że się nie cofnę, zdecydowałam też, że nawet błędy czy gorsze dni będą mnie prowadziły tam gdzie chcę.

Zobacz: nie zakładałam, że nigdy nie zrobię nic „głupiego”. Że zawsze i bezwzględnie będę jadła zdrowe rzeczy. Że niezmiennie będę ćwiczyć. Że już nigdy nie tknę słodyczy. Że moim dziennym limitem będą 2 litry wody (wpisz tu sobie cokolwiek co umieściłaś jako ideał w zdrowym stylu życia…)

Znam siebie. Wiem jak działa na mnie zachęta, wiem jak przymus. Znam swoją impulsywność i skłonność do popadania w przesadę. Wiem ile razy rezygnowałam z czegoś gdy tylko myliłam się pierwszy raz…

I wiedziałam, że moją silną wolę i wytrwałość muszę potraktować sprytnie, czyli powiedzieć im, że wszystko co nas spotka w tej drodze pomoże nam w osiągnięciu celu nawet gdy „radocha” odłączy się na jakiś czas. Jak wygląda to w praktyce?

Te produkty lubię mieć w domu: Zdrowe jedzenie: 5 rodzajów produktów które zawsze mam w domu

Tak jem na co dzień:  Dobre nawyki żywieniowe: konkrety sprawdzone zrzuconymi kilogramami

Tego trzymam się podczas wyjazdów: Jak jeść zdrowo poza domem?

Oczywiście że imprezy dla mnie istnieją (niech Cię nie zwiedzie tytuł 😉 ):  Sztuka odmawiania, czyli jak przetrwać imprezę w czasie odchudzania

A takie bitwy zdarzają się od czasu do czasu: Odchudzanie bez kitów: bądź gotowa na takie bitwy

Masz to? Nie obrażę się na cały świat, jeśli tam gdzie jestem nie znajdę niczego „fit” do jedzenia. Wybiorę to co możliwie najzdrowsze, bo nie jedząc długo i doprowadzając do silnego głodu sama narażam się na zjedzenie „czegokolwiek”. Nie będę na siebie zła jeśli po codziennych porannych ćwiczeniach w sobotę czy niedzielę poczuję że nie mam na nie siły (albo ochoty). Wrócę do nich – wiem to. Na rodzinnej uroczystości mam ochotę na pyszne ciasto? Jeśli nie spróbuję będę o nim myśleć dłużej niż trwałoby zjedzenie kawałka 🙂

Pamiętasz jeszcze „naszą” rakietę? Uwielbiam ten „ogień” – w życiu on zresztą wraca (na szczęście). A na ten czas gdy go nie ma, staram się:

  1. Pamiętać o celu, wiedzieć dokąd zmierzam i dlaczego.
  2. Doceniać wszystkie dobre rzeczy które już mam, zrobiłam, osiągnęłam.
  3. Prosić o pomoc Osobę która mnie wspiera (to mój Mąż).
  4. Koncentrować na najmniejszych dobrych rzeczach gdy przychodzi gorszy czas.

Które z moich odkryć zabierzesz dla siebie?

Potrzebujesz motywacji, najlepiej w dużych ilościach i od zaraz?
Odbieraj co tydzień listy ze słowami zachęty i inspiracji.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *