Jak zacząć odchudzanie, gdy nie umiem zacząć?

Patrzysz na szczupłe osoby i postanawiasz: ja też tak chcę – zacznę dzisiaj – nie zjem kolacji. Świat od razu staje się piękniejszy i wszystko jakoś idzie łatwiej – masz przed sobą jasny cel i pewność, że oto zaczął się ważny etap Twojego życia. Sukces w odchudzaniu, nowa Ty – po prostu świetlana przyszłość.

Wracasz do domu, wita Cię codzienność – zmywanie, pomoc dzieciom w lekcjach, nawyki w które wchodzisz jak w domowe kapcie. Obraz samej siebie jakby inny, motywacja – jakby mniejsza. Pierwszy głód – pierwszy test. Co wybrać? To co zawsze? Tuczące, ale takie dobrze znane? To nie jest dobry moment na decyzję, jestem zmęczona – myślisz. Zacznę jutro. Od rana będzie łatwiej. Będzie?

Myśl 1: Podejmując decyzję o odchudzaniu, zaplanuj dwa kroki do przodu, nie tylko jeden.

Nie komplikuj – dwa proste kroki. Najlepiej takie, które możesz wykonać od razu. W momencie decyzji. Nie jutro, nie po powrocie do domu, nie rano. Teraz. Na przykład korzystanie wyłącznie ze schodów w pracy i Twój posiłek po powrocie do domu. Woda zamiast kolejnej herbaty z cukrem i część drogi piechotą zamiast autobusem.

Czekamy na wielkie początki, a jednocześnie bronimy się przed nimi. Przynajmniej ja tak mam. Nie pamiętam, żeby udało mi się jakieś „od jutra zacznę…”, dlatego to, co ważne, lubię zaczynać od razu.

Spięłaś się i trzymasz dzielnie bez słodyczy do południa. Rozpiera Cię duma – tak dobrze Ci idzie! Pierwszy dzień – myślisz sobie – i taki sukces. Żadnej chęci na słodkości, zapasy dzieci bezpieczne, a Ty dochodzisz do wniosku, że odchudzanie wcale nie będzie takie trudne, jak Ci się wydawało.

Popołudnie jednak nie jest już takie bajeczne, a im bliżej wieczornej pory, tym głośniej dochodzi do Ciebie ten krzyk z szafki: zjedz mnie – przecież tu jestem! Zmęczenie po całym dniu daje o sobie znać, a wieczorem marzysz już tylko o tym, żeby robić „nic” i odpocząć od wszystkiego. Od swoich zmagań też. Jak zwykle odpoczywałaś?

Myśl 2: Jeśli zdecydowałaś o całkowitym odstawieniu słodyczy, nie trzymaj ich w domu.

Przyjdzie taki czas, gdy zaczniesz traktować je ze spokojem, ale na etapie wychodzenia z uzależnienia, które znam z doświadczenia, po prostu nie możesz mieć fizycznej możliwości, żeby po nie sięgnąć. To naprawdę musi być odcięcie. Jeśli z różnych powodów jakieś słodkości muszą w domu być, poproś o pomoc domowników – zwyczajnie nie możesz wiedzieć, gdzie są.

Myśl 3: Karm swój organizm zdrowymi produktami i regularnie, nie czekając na głód nie do zniesienia.

Udało Ci się „przetrwać” (właśnie tak o tym myślisz) dzień – dwa bez niezdrowych produktów i czujesz, jak powoli zaczyna w Tobie narastać złość. Dotychczasowych smaków już nie ma, a spektakularnych efektów – jeszcze nie ma. Żeby spektakularnych – żadnych! Czujesz cały dyskomfort owego „pomiędzy” i mimo że rozsądek podpowiada co innego, masz wrażenie, jakbyś odebrała sobie coś bardzo ważnego (i bardzo przyjemnego), nie dając nic w zamian. Jak długo jeszcze wytrzymam? – zastanawiasz się z irytacją.

Myśl 4: Podaruj sobie w tym czasie coś ważnego i cennego, co nie będzie jedzeniem.

I to nie jest zachęta do nieograniczonych zakupów 🙂 Pustka – jakakolwiek by nie była – będzie się domagała wypełnienia. Albo to Ty ją wypełnisz (mądrze i świadomie), albo sama się wypełni – tym, co akurat będziesz miała pod ręką. Twoją złością na wszystkich i wszystko. Innym nałogiem. Brakiem cierpliwości. Rezygnacją. Smutkiem.

Zapytaj siebie z największą miłością – tak, jak zapytałabyś najbliższą, kochaną osobę: czego szukałam w słodyczach (w jedzeniu)? Czego potrzebuję? I podaruj to sobie z innego źródła. Na ile tylko to możliwe – szukaj takich rozwiązań, które są zależne wyłącznie od Ciebie. Opierając je na innych osobach czy okolicznościach zewnętrznych, otwierasz furtkę „jeśli…”. Jeśli będzie dobrze, pozostaniesz przy swoim postanowieniu, jeśli ze względu na kogoś lub na coś nie będzie dobrze – zrezygnujesz przy pierwszej nadarzającej się okazji.

Kiedy poczułam radość chodzenia z kijkami i uświadomiłam sobie, że taki wysiłek daje mi satysfakcję, jest źródłem dumy i pomaga w łapaniu dystansu do trudnych spraw, zobaczyłam jednocześnie, że wszystkiego tego bezskutecznie szukałam w słodyczach. To było dla mnie naprawdę przełomowe odkrycie. Jakbym nagle przestała kręcić się w kółko i spojrzała na siebie „z zewnątrz”. Miałam porównanie, wybór. Czyli dwie możliwe drogi zamiast dotychczasowej jednej – złej, ale „sprawdzonej”. Powolutku zaczęłam zauważać, że tej „słodkiej” drogi nie potrzebuję. Wychwytywałam momenty wyboru.

Myśl 5: Traktuj siebie cały czas z miłością.

Wobec osoby, która przechodziłaby ważną zmianę w życiu, byłabyś przecież bardzo wyrozumiała, prawda? Miałabyś dla niej więcej cierpliwości, starałabyś się słuchać jej uważniej, mówiłabyś do niej z większą łagodnością, często powtarzając po raz setny dobre i ważne słowa.

Zmiana jedzenia nie jest karą, a wysiłek nie jest po to, żebyś mogła „zasłużyć” na polubienie siebie. I tak jak nie przepadam za „wielkimi początkami”, tak jestem wyczulona na te momenty, gdy włącza mi się myślenie: „jeśli (zrobię to i to), pomyślę o sobie, że jestem… (dzielna? wytrwała? konsekwentna? dobra?)”. Jestem. Jesteś. To cały czas jesteś Ty i niczego nie musisz sobie (a tym bardziej komuś) udowadniać. Bądź dla siebie dobra – po prostu.

Rozpoznajesz siebie przy którejś myśli? Przy jednej z nich zatrzymałaś się dłużej? Zostań przy niej – jeśli zabrzmiała dla Ciebie szczególnie głośno, może właśnie od niej warto zacząć?

Przychodzą Ci do głowy Twoje własne, sprawdzone pomysły? Dopisz koniecznie w komentarzu – to może być prawdziwe koło ratunkowe dla kogoś…

3 komentarze

  1. Zaczęłam nie tyle odchudzanie, co zmianę żywieniowych nawyków. Nie jest to łatwe, niemniej realne. Problemy zdrowotne dały o sobie znać, waga wskazywała tę, która miałam w ostatnim miesiącu ciąży, a ubrania niepostrzeżenie musiałam zmieniać na większe… W zasadzie nie wiem jak to się stało, że trwam drugi miesiąc i wytrzymuje bez pieczywa czy słodyczy, choć z tymi drugimi różnie bywa. Nie chcę dać się zwariować i definitywnie zapomnieć o wszystkich słodkościach, nie nam siły ani ochoty tłumaczyć rodzinie, że nie zjem kawałka ciasta na imprezie, wolę pozwolić sobie na jeden ?
    Na razie jest ok.

  2. Znów „zaczęłam „walczyć o siebie. Piszę zaczęłam,bo narazie ciężko mi to idzie ?Staram się nie jeść pieczywa,dziś walczę,by nie zjeść nic słodkiego…Znów staram się pić dużo wody.Wszystko od nowa,ponieważ jakiś czas temu bardzo ładnie schudłam ale przybyło trochę stresu?nadeszła zima i troszkę się zapuściłam ?Zacząć od nowa jest bardzo trudno (mobilizacji brak)jednak jestem dobrej myśli I mam nadzieję,że mi się uda ?

    1. Aniu brawo Ty! Przetrwałyśmy zimę – damy radę teraz! 🙂 Próbuj małymi krokami. Coś się nie uda – zaczynaj od nowa. Jutro będziesz sobie za to wdzięczna… Już znasz „smak” szczupłej sylwetki, wiesz dokąd zmierzasz 🙂 Gratuluję Ci tego zwycięstwa. Widziałaś moją propozycję opanowania chęci na słodycze w grupie – tę listę rzeczy które sprawiają radość? Zajrzyj i spraw sobie taką 🙂 A jeśli już absolutnie nic innego nie zadziała, wybierz gorzką czekoladę. Z każdym dniem bez słodyczy będzie Ci łatwiej – doświadczyłam tego.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *