jakie-cwiczenia-na-odchudzanie

Jakie ćwiczenia na odchudzanie

W odchudzaniu najbardziej przeraża Cię początek? Przekonanie, że będziesz musiała zmienić dużo, w krótkim czasie i zaczynać wszystko od zera? A gdybyś dowiedziała się, że wcale nie jesteś na początku drogi, tylko już na jakimś jej etapie? I że chodząc, sprzątając, odkurzając, zmieniając pościel czy wykonując inne domowe czynności już schudłaś i teraz możesz zdecydować, czy chcesz chudnąć dalej?

Kiedy przeczytałam o tym badaniu, poczułam się jak odkrywca: to jest chyba coś, czego doświadczyłam sama na którymś etapie odchudzania. To jeden z elementów układanki, który tak niesamowicie zadziałał i przyniósł tak niespodziewane dla mnie efekty!

Wyobraź sobie grupę pokojówek. Czym zajmuje się pokojówka w hotelu? Sprzątaniem. Odkurza, zmienia pościel, ręczniki, myje łazienkę, poleruje lustro, wyciera kurze, czyści zabrudzone powierzchnie, ustawia na miejsce elementy wyposażenia pokoju, pozostawione przez gości w dowolnym układzie. Wygląda znajomo? Właśnie 🙂

10 lat temu dwie badaczki, przyglądając się aktywności fizycznej pokojówek hotelowych stwierdziły, że panie, którym powiedziano, ile kalorii (szacunkowo) spalają podczas tych standardowych dla nich czynności, schudły około 200 gramów tygodniowo. Druga grupa pań, które robiły dokładnie to samo, ale bez tej wiedzy, nie schudła nic!

Warto wspomnieć, że pokojówki, które schudły, nie zmieniły w tym czasie sposobu jedzenia, nie chodziły dodatkowo na siłownię ani nawet nie ograniczyły słodyczy. Co przyczyniło się do zmiany? Panie

ze zdumieniem odkrywają, że ćwiczą, choć o tym nie wiedzą. Miały za sobą 20 procent drogi do celu, nie zaczynały od zera. Ta świadomość dostarczyła im ogromnej motywacji. Nie jestem leniuchem – ja trenuję!  Chip i Dan Heath: Pstryk. Jak zmieniać, żeby zmienić (s. 134)

Może właśnie dlatego tak ochoczo na początku odchudzania nazywałam swoje marsze z kijkami treningami, bo mobilizowało mnie to do przygotowywania ubrań codziennie wieczorem, wstawania o tej samej porze nawet w czasie wakacji i wychodzenia – trening zobowiązuje 🙂

Od czego zacząć odchudzanie?

Od zrobienia listy czynności, które wykonujesz każdego dnia. To co robisz codziennie, niezależnie od pory roku, pogody czy nastroju.

Ważne: także niezależnie od innych osób. Jeśli tylko przyjaciółka jest w stanie wyciągnąć Cię na spacer albo jeśli tylko możliwość dokończenia rozmowy skłania Cię do przejścia na piechotę kolejnego przystanku – nie uwzględniaj tych czynności.

Zobacz ile tego jest 🙂 Zobacz gdzie jesteś i doceń to, że nie rozpoczynasz od zera 🙂 Drugim krokiem może być wybranie jednej czynności którą dokładasz każdego dnia – jednej! 🙂 Propozycje takich małych kroków znajdziesz w moim prezencie – PDFie „5 małych kroków do Mojej Wielkiej Zmiany” który otrzymasz po zapisaniu się na newsletter.

Ćwiczenia na odchudzanie w domu

dla mnie zaczynają się od codziennych ćwiczeń wzmacniających mięśnie pleców i brzucha. Nie znalazłam ich w internecie, nie „skopiowałam” od znajomej, nie wyczytałam na forum. Nauczyłam się ich na rehabilitacji (kręgosłup), jeśli miałam wątpliwości – pytałam.

Ćwiczę po wypiciu wody z cytryną, całość z rolowaniem zajmuje mi ok. 20-30 minut. W ciągu dnia, pracując przy komputerze, staram się wstawać przynajmniej co pół godziny. Do problemów z kręgosłupem przyczynił się między innymi mój siedzący tryb życia, dlatego teraz staram się nie „zastygać” w bezruchu kiedy piszę albo czytam. Inna sprawa, że domowa codzienność czasami skutecznie uniemożliwia mi takie „zastyganie” 😉 Zastanawiam się nad zakupem piłki, na której mogłabym siedzieć przy komputerze – podobno rewelacyjnie pracują wtedy mięśnie. Masz jakieś doświadczenia z taką piłką?

Do domowych ćwiczeń zaliczam też chodzenie po schodach – w końcu od czasu do czasu z tego domu trzeba wyjść 😉 Chodzenia po schodach „uczyłam się” przełamując dużą niechęć do wysiłku. Bardzo się męczyłam na początku docierając do tego mojego trzeciego piętra. Zadyszka i kolor na twarzy były bardzo denerwujące i deprymujące – po prostu nie lubię się tak czuć, zwłaszcza gdy świadkami są choćby mijający mnie sąsiedzi.

Z czasem wjazd windą po kijkowym spacerze jakoś mi nie pasował – stwierdziłam sama przed sobą, że po prostu nie wypada 😉 a endorfinki w moim ciele wołały: jeszcze! Aż któregoś dnia zauważyłam, że takie wejście – skądkolwiek wracam – zupełnie mnie nie męczy. Zdarzyło mi się kilka razy wejść wyżej niż mieszkam bo tak się zamyśliłam, nie wypatrując już z utęsknieniem cyferki na ścianie oznaczającej kolejne piętro. Teraz schody w każdym budynku i w każdym miejscu są oczywistością.

Chodzenie z kijkami

obudziło we mnie radość ruchu. Chęć do pokonywania piechotą również takich odcinków, które kiedyś bez namysłu przebyłabym czymkolwiek poza własnymi nogami. Więcej – do wykorzystywania niemal każdej okazji na 5-6 kilometrowy spacer. Wzmocniło moją wytrzymałość. Uwrażliwiło na słuchanie swojego ciała nie tylko w obszarze wysiłku fizycznego, ale także – jedzenia, kondycji czy emocji. Stało się rodzajem olśnienia: to dlatego ludzie lubią sport! 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *