jem-tak-jak-zyje

Jem tak jak żyję

Jedzenie jest częścią naszej codzienności – bardziej w nią wkomponowane niż mogłoby się wydawać. Nie tylko dlatego, że każdego dnia znajdujemy na nie czas. Nie tylko dlatego, że tę czynność powtarzamy dzień za dniem od lat. Myślę że najbardziej z tego względu, że to co i jak jemy odzwierciedla nasze nastawienie do siebie i świata.

O co mi chodzi? Odkryłam to całkiem niedawno:

  • jeśli umiem cieszyć się codziennością, łatwiej mi wybierać możliwie najzdrowsze produkty do jedzenia,
  • jeśli daję sobie prawo do błędów, zjedzenie od czasu do czasu czegoś niezdrowego nie jest przeze mnie odbierane jak zagrożenie,
  • im bardziej moje wyobrażenie o sobie zmierza w kierunku „powinnam”, tym bardziej każde odstępstwo od narzuconych sobie zasad powoduje moją frustrację i zniechęcenie,
  • im bliżej mi do zasady „wszystko albo nic” tym bardziej „śrubuję” wymagania wobec swojego sposobu jedzenia,
  • im bardziej „wszystko mi jedno” i „nic mi się nie chce”, tym łatwiej odpuszczam sobie jedzenie tego co naprawdę wartościowe.

To (niestety) działa w obie strony – jedząc „cokolwiek” czuję się adekwatnie do tego, co i jak jem. Także dlatego, że mój organizm potrzebuje więcej energii żeby strawić to co tłuste, ciężkie czy bardzo słodkie. Ospałość, zmęczenie i brak energii stają się moją codziennością. Łatwiej mi przekładać zadania w nieskończoność albo czekać na magiczne „kiedyś”.

Od czego zacząć zmianę? Najlepiej od tego, co mogę zrobić od razu i na co mam bezpośredni wpływ. Nie zmienię menu firmowej kafejki czy stołówki, ale mogę zdecydować, które z oferowanych produktów będę kupować.

Im więcej obszarów decyzji zobaczę, tym lepiej. Nawet jeśli będą to obszary w moim przekonaniu niewielkie, już będzie to dla mnie ważny sygnał, że istnieją i że tam, gdzie do tej pory widziałam jedynie konieczność podporządkowania się, mogę wybierać.

Niespodziewanym bonusem może być radosne odkrycie, że tak jak mam wpływ na to, co i jak jem, tak też mam też wpływ na kilka innych obszarów czy dróg, o których do tej pory myślałam: „nie mam wyjścia”, „nie mam wyboru”. To będzie zaskakujące i nowe dopóki nie stanie się moim nowym nawykiem.

Piszę to po kilku dniach chorowania, sporej niechęci do jedzenia i niemal zupełnego zlekceważenia konieczności nawadniania się – zwłaszcza w chorobie. O czym to świadczy? Że nawet prawdy oczywiste warto przypominać samej sobie i że coś, co tylko usłyszymy, nie zaczyna od razu „działać” w naszym życiu o ile nad tym działaniem nie pracujemy.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *