Katarzyna-Nowakowska

Katarzyna Nowakowska: powiedz sobie Zaczynam Teraz i działaj!

Kasia pamięta mnie jeszcze z czasów szkoły średniej. Kiedy dowiedziałam się, jak zmotywowała Ją moja przemiana i jakie efekty przyniosła Jej praca z tabelką „5 małych kroków do Mojej Wielkiej Zmiany”, poprosiłam o wywiad dla Was – posłuchajcie…

Kasia o sobie: 43 lata. Z wykształcenia technik ekonomista, z wyboru Matka Polka, z konieczności: gospodyni domowa 😉  Żona Sebastiana, matka piątki dzieci: Paweł (20), Marcin (19), Tomek (17), Justynka (13), Tereska (9) i szóstego w promocji: Patrycja (10) – moja siostrzenica, dla której jesteśmy rodziną zastępczą.

Kiedy i jak zaczynałaś odchudzanie?

W przeciągu ostatniego roku zauważyłam, że nie tylko przybyło mi oponek, ale także znacznie pogorszyła się moja kondycja fizyczna. Coraz ciężej wchodziło się po schodach, dokuczał mi ból kręgosłupa, bolały mnie stawy w nogach. Próbowałam zrzucić kilogramy biegając, ale nawet krótki bieg powodował straszną zadyszkę i ból łydek. Odpuściłam. Nie bardzo wiedziałam jak zacząć. Planowałam wizytę u dietetyka, zwiększenie aktywności fizycznej, ale wszystko to było czczą gadaniną. Odpuszczałam, bo właściwie nie wierzyłam, że może mi się udać. W grudniu ubiegłego roku na facebooku znalazłam Olu Twoją fotkę i oniemiałam z wrażenia. Zaimponowała mi bardzo Twoja przemiana. Powoli zaczęłam dojrzewać do świadomej decyzji o odchudzaniu. Pod koniec stycznia rozmawiając ze znajomą powiedziałam, że czas „wziąć się za siebie”, bo inaczej to lepiej już nie będzie. Pierwszą rzeczą, która zrobiłam na drodze odchudzania było zaprzestanie picia coca-coli, pepsi i podobnych napojów. Ten, kto mnie zna, wie jakim ogromnym to było dla mnie wyrzeczeniem 🙂 Nieocenioną pomocą stał się dla mnie Twój blog oraz facebookowa strona i grupa wsparcia. To z niego czerpię inspirację i motywację do dalszej „walki” o siebie szczuplejszą, sprawniejszą, zdrowszą. W lutym zaczęłam chodzić z kijkami, ale nie nazwałabym tego jeszcze treningami. Jeśli miałam coś do załatwienia zamiast jechać autem szłam piechotką, ale były to sporadyczne epizody. Takie przygotowanie nóg do wysiłku.

Czego obawiałaś się najbardziej?

Myślę, że tego, że po prostu może mi się nie udać. Że ograniczę ilość jedzenia, zrezygnuję z niezdrowych rzeczy, zacznę ćwiczyć a efekty będą mierne i zniechęcona zaprzestanę walczyć. I jeszcze tego, że po prostu zostanie mi mnóstwo skóry i będę wyglądać jak kościotrup w za dużych ciuchach. Pamiętam siebie sprzed 9 lat, po porodzie ostatniego dziecka. W specyficzny sposób przechodziłam wszystkie ciąże, wymiotując przez cały ten okres i albo tyjąc minimalnie (3-5 kilo), albo nawet sporo chudnąc. Kiedy zaszłam w ostatnią ciążę na początku ważyłam 81 kilo, na koniec ciąży 70 kg a po porodzie 60/59 kg. Tak więc w ciągu 9 miesięcy schudłam właściwie ponad 20 kilo. Do tego doszła bardzo mocna anemia. Wyglądałam wtedy, mówiąc delikatnie „nieszczególnie” i źle się czułam z tak dużym, nagłym ubytkiem kilogramów. Próbowałam utrzymać wagę, ale wyczerpany niedożywieniem organizm sam sobie gromadził „zapasy” na wszelki wypadek. A potem to już tak średnio po 3 kilo na rok mi przybywało. Na szczęście nadszedł czas, kiedy potrafiłam powiedzieć „dosyć” 🙂 i zawalczyć o figurę sprzed lat. Kiedy byłam piękna, młoda i zgrabna 🙂

Co Cię najbardziej zaskoczyło?

No cóż, że waga faktycznie spada i że fajnie się z tym czuję. Zmęczenie treningiem nie powodowało zniechęcenia ale wręcz przeciwnie chęć, żeby następnym razem zrobić więcej, szybciej, wydajniej. W trakcie treningów lubię sobie stawiać wyzwania, przedłużać wcześniej zaplanowaną trasę. Tak samo kiedy załatwiam sprawy na mieście wybieram okrężną drogę. Odkryłam też, że apetyt nie tylko rośnie w miarę jedzenia, ale także spada w miarę chodzenia. Im więcej chodzę, tym mniejsza u mnie chęć podjadania. Nudę zamieniłam na aktywność fizyczną i sprawia mi to ogromna frajdę.

Kiedy zauważyłaś pierwsze efekty (i jakie?)

Pierwsze efekty zauważyłam po około miesiącu od czasu rzucenia słodkich napojów. Wówczas nie podjęłam jeszcze żadnej konkretnej aktywności fizycznej a moja waga spadła o około dwa kilogramy. To spowodowało, że zaczęłam wierzyć, że może mi się udać i zmotywowało do podjęcia kolejnych kroków. Po dwóch miesiącach przygody z nordic walking jeansy „spadają mi z tyłka”, koszulki nie są już tak dopasowane, jakby trochę „rozciągnęły” się w praniu i na święta wbiłam się w porzuconą jakiś czas temu sukienkę.

Jak teraz się czujesz?

Lżej. Przede wszystkim lżej, choć nie ubyło mnie nawet 10 %, to faktycznie czuję już spadek. Od kiedy zaczęłam w miarę regularnie podejmować treningi a nastąpiło to na początku marca, znacznie polepszyła się moja wydolność i kondycja. Pamiętam pierwsze treningi. Wracałam z nich zlana potem, koszulkę można było wyżymać 🙂 Teraz już jest dużo lepiej. Nie dostaję zadyszki przy wejściu po schodach, serce nie kołacze jak oszalałe a łydki nie bolą po 50 m biegu czy chodu.

Jak wygląda Twój dzień – aktywność fizyczna i odżywianie – co i jak się zmieniło?

Nad zmianą harmonogramu dnia ciągle pracuję. Lata trwania w pewnych wypracowanych i sprawdzających się jak do tej pory schematach niełatwo zmienić. Jakoś nie potrafię podjąć aktywności fizycznej w domu. Łatwiej mi wyjść po prostu na kijki lub na siłownię w plenerze niż ćwiczyć w domu. Ale preferuję wieczorne treningi. W ciągu dnia natomiast staram się zamienić jazdę autem na piechtobus o ile pozwala na to odległość i czas. Wstyd się przyznać, ale czasami zdarzało mi się wjeżdżać windą na I-wsze piętro. Bardzo pomocna okazała się dla mnie tabelka „5 małych kroków”, czyli to, co bez większego wysiłku można podjąć i wdrożyć jako codzienne nawyki. Ograniczam wielkość posiłków na rzecz ich ilości i nie jadam po nocach. Wdrożyłam więcej surowych warzyw i owoców do diety. Dużo mniej słodzę kawę i herbatę, czasami wcale. Piję dużo więcej wody. Ograniczyłam słodycze, choć nigdy nie były moim problemem numer 1. Na razie nie podejmuję bardzo restrykcyjnej diety, ponieważ w czasie badań okazało się, że znów powróciła anemia. To problem, z którym borykam się od lat. Mam zaplanowana wizytę u dietetyka, aby pomógł mi ułożyć dietę, która wspomoże spadek masy ciała nie czyniąc więcej szkód w organizmie. Zamierzam też chodzić znów na porzucony lata temu aqua aerobik.

Jak rozwiązałaś sprawę osobnego przygotowywania posiłków dla siebie i domowników?

Z kolacjami i śniadaniami nie ma problemu, bo zazwyczaj jadamy je osobno. Mam dorosłe, dorastające i małe dzieci, więc każdy je to co lubi i w dogodnej dla siebie porze. Młodzieży zazwyczaj nie ma w domu, kiedy kolację jedzą najmłodsze latorośle a mąż często późno wraca z pracy i je obiad właściwie wtedy, kiedy maluchy już myślą o kolacji 😉 Trudno mi także gotować osobno dla siebie obiady ale wdrażam do posiłków więcej kasz, warzyw i staram się gotować mniej tłusto. Jadam mniejsze porcje niż kiedyś. Czasem dodatkowo, głównie dla siebie, gotuję jarzynowe zupy. Dla moich samców obiad bez mięsa to nie obiad 🙂 Kupuję zdecydowanie mniej słodkich napojów, czym nie zyskuję plusów u chłopaków ale młodsze dziewczynki bardzo nie protestują. Nastoletnia córka sama świadomie wybiera wodę.

Co powiedziałabyś osobie, która waha się, czy zacząć?

Że warto! Że warto nie tylko zacząć, ale zaczynać od nowa za każdym razem kiedy zdarzy nam się upaść. I przede wszystkim nie odkładać tego na później. Kiedy tylko pojawi się myśl o podjęciu próby to trzeba iść za ciosem. Nie jutro, nie w poniedziałek, nie od pierwszego następnego miesiąca, nie od nowego roku. Ale właśnie teraz! Powiedz sobie „Zaczynam Teraz” i działaj! Zanim zapomnisz, zanim się zniechęcisz, bo walczysz dla siebie i o siebie. Siebie szczuplejszą, sprawniejszą i przede wszystkim zdrowszą,

4 komentarze

  1. Kasiu! Będąc mamą sześciorga dzieci (młodzieży) nie jest łatwo znaleźć czas „dla siebie”. Każdą „wolną” chwilę przeznacza się na relaks, tj.: nastawienie prania, doglądnięcie radośnie pyrkoczącego obiadu czy ogarnięcie domu :-). Wiem, że nie jest łatwo zostawić wszystko i wyjść, nawet na krótki spacer. Decyzja o zmianie już jest ogromnym osiągnięciem. Gratuluję Ci jej i pierwszych sukcesów. Życzę Ci, Kasiu, wytrwałości w swoich zmianach i satysfakcji z każdego utraconego kilograma, jak również znalezienie „pysznego przepisu na siebie” :-).

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *