kiedy-cialo-mowi

Kiedy ciało mówi…

Wiedzieć to jedno, a doświadczyć… Właśnie przypomniałam sobie (od bardzo, bardzo dawna…) jak to jest, kiedy poziom niewyspania rzutuje na wszelkie codzienne aktywności i odbieranie świata. Nie spodziewałam się, że niewielki właściwie, domowy remont będzie miał aż taki wpływ na kilka najbliższych dni.

Sen to według Abrahama Maslowa jedna z potrzeb podstawowych – tuż obok jedzenia czy schronienia. Bez zaspokojenia tych najważniejszych wszelkie inne schodzą na dalszy plan. Pamiętam to dobrze z początków macierzyństwa, pamięta zapewne niejedna mama…

Sygnał płynący z organizmu jest jednoznaczny i nie musimy mieć wielkiej wprawy w słuchaniu go, by mieć pewność, co próbuje nam przekazać. Świat wydaje się „za mgłą” i mimo że chodzimy, rozmawiamy, wykonujemy jakieś czynności, to wszystko wydaje się docierać do nas w zwolnionym tempie.

Niektórzy w takich sytuacjach lubią mówić że „jadą na oparach”, bo rzeczywiście „tryb” naszego organizmu przypomina w tym czasie stadium „oszczędzania baterii”. Energia wydatkowana jest jedynie na to, co konieczne.

Po co Ci to przypominam? Przecież to wiesz, znasz ten stan i niejednokrotnie na takich właśnie „oparach” musiałaś funkcjonować – trudno przecież zakomunikować w pracy, że oto zamierzasz uciąć sobie drzemkę…

Sen wpływa na następujące po nim godziny a to, co przeżywamy w ciągu dnia, przekłada się na jakość naszego snu. To czas kiedy nasz organizm już bez żadnych „rozpraszaczy” spotyka się, dowiaduje, doświadcza (każde określenie będzie tu nie dość dokładne) wagi przeżyć i wydarzeń z całego dnia. Jeśli będzie to jedyny taki moment, może mu być bardzo trudno poradzić sobie z ilością i natężeniem docierających do niego informacji.

A zmęczenie czy ospałość możemy chcieć „wyleczyć” jedzeniem, bo skoro brakuje nam energii, trzeba jej sobie jakoś dostarczyć… W ten sposób do błędnego koła związanego ze snem zaczynają jeszcze dochodzić problemy z jedzeniem, które przestaje pełnić swoją podstawową rolę a staje się substytutem, czymś zamiast…

Co zrobić, od czego zacząć, gdy zauważymy, że coś jest nie tak? Może nas zastanowić siła naszych (negatywnych) reakcji, poziom fizycznego zmęczenia, niechęć do czynności które do tej pory sprawiały nam przyjemność, a także (oby) – czyjeś pytanie zadane z troską: czy wszystko dobrze?

Każdy z takich sygnałów – a już z pewnością gdy pojawiają się w tym samym czasie – warto (naprawdę warto!) potraktować jak delikatne (na razie…) zaproszenie ze strony naszego organizmu do zatrzymania się. Może być dosłowne, bez żadnych wzniosłości.

To może być 10 minut w drodze na (dalszy) przystanek – droga przebyta piechotą z korzyścią dla naszego zdrowia. Chwila z kubkiem kawy po powrocie do domu. Spacer przed snem. Poranne rozciąganie zanim domownicy wstaną.

Czas, kiedy dopuścimy do głosu swój wewnętrzny głos, uświadomimy sobie swoje odczucia, zauważymy, co i gdzie w naszym ciele dzieje się właśnie w tej chwili. Uważność. Zauważam i pozwalam temu doświadczeniu być.

Do tego neologizmu, który mój program z uporem podkreśla sądząc, że być może chodziło mi o „uwagę” jakoś nie umiem się przyzwyczaić, ale że język jest tworem żywym i rozwijającym się, a „mindfulness” przyjęło właśnie to znaczenie jasne już dla wszystkich, i ja go używam.

Ważniejszy od nazwy spotkania z samą sobą, dla mnie także – w Bożej obecności – jest sam fakt jego zaistnienia. Nie tyle znalezienia, ile przeznaczenia na niego czasu. Nauka słuchania. Patrzenia. Nazywania.

I nie chodzi o to, żeby z dostrzeżonym stanem od razu „coś zrobić”. Na to tez przyjdzie czas, jednak przede wszystkim chodzi o to, żeby mieć świadomość, co się we mnie dzieje, co czuję. Bez tej wiedzy działam na oślep i gubię się coraz bardziej. A to naprawdę przedziwny stan – i sama go doświadczyłam – kiedy przez kilka dni pod rząd czujesz że coś się w Tobie, z Tobą dzieje a Ty nie wiesz co.

Jakość snu – bo od niego zaczęłam – być może nie poprawi się z dnia na dzień, bo też nie jesteśmy automatami reagującymi na „włącz/wyłącz się”, niemniej długofalowych dobrych owoców takiego słuchania siebie jestem pewna. Na różnych płaszczyznach i w wielu obszarach naszego życia.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *