kiedy-slodycze-wracaja

Kiedy słodycze wracają…

Myślałaś że taki czas masz całkowicie za sobą? Że słodycze raz pożegnane już nigdy nie pojawią się w Twoim życiu i nie będą nim rządziły? Włożyłaś w to przecież tyle pracy…

Podczas zajęć na studiach, poświęconych uzależnieniom, w tym uzależnieniu od jedzenia, zobaczyłam światełko. Wiesz dlaczego? Bo dowiedziałam się, że w procesie leczenia przychodzi coś takiego jak nawrót.

Przychodzi zawsze a jego nazwa może być myląca, bo nie chodzi o to, że wracam dokładnie do tego co robiłam – czyli np. jadłam słodycze gdy było mi smutno – ale wracam do „starego” sposobu myślenia, do dawnych wzorców.

Stąd już tylko krok do powrotu, prawda? Do tego, by sięgnąć po coś, co zawsze przynosiło ukojenie…

Wiedząc, że ten etap się pojawi, mogę w porę zauważyć sygnały ostrzegawcze. To jest ten moment, kiedy mam świadomość że jeszcze chwila i sięgnę po czekoladę. Kiedy rozwiązanie trudnej sytuacji przybiera kształt czegoś słodkiego (substancji psychoaktywnej, zakupów, gry komputerowej…).

To takie „odwrócenie się” od świata.

W ciągu tych prawie już dwóch lat od mojej pierwszej decyzji o odstawieniu słodyczy nie wróciłam do tego co było dosłownie: do zajadania emocji wieczorną czekoladą. Były jednak sytuacje, kiedy czułam, że zbliżam się do tego chociaż w innej formie: na przykład taka myśl na zakupach, żeby do koszyka włożyć jeszcze batonik, który ma u mnie status: „nie istnieje”. Albo żeby tę gorzką czekoladę, kupioną w zamyśle na długi czas, zjeść sobie jak drzewiej bywało…

Czasami w podobnym stanie ducha kupowałam więcej kosmetyków niż potrzebowałam w danej chwili albo nawet zdrowych produktów spożywczych – trochę „na zapas”.

Tamte chwile mijały – nie szłam dalej. O ile „kupowania więcej” nie łączyłam ze zbliżaniem się do niebezpiecznej granicy, o tyle w każdej sytuacji związanej ze słodyczami czułam, że jeśli raz zrobię coś, czego dwa lata temu zdecydowałam się nie robić, może to być równia pochyła.

To była dobra intuicja. Po zajęciach poświęconych kompulsywnym zachowaniom patrzę na to z większym spokojem. Już wiem, że takie sytuacje mogą i będą się pojawiały i wiem też, że mogę przez nie przejść „suchą nogą”.

Wiem że mijają, rozpoznaję co może do nich prowadzić i mam szansę dostrzec, że zbliżam się do miejsca, które świadomie opuściłam nie tylko o krok wcześniej, ale może nawet kilka kroków.

Uwaga: jeśli borykasz się z uzależnieniem od jedzenia albo rozpoznajesz u siebie nawrót, nie sugeruj się moim „przejściem suchą nogą”, nie lekceważ tego co czujesz i wokół czego krążą Twoje myśli. Napisz do mnie, a ja przekażę Ci kontakt do specjalisty.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *