majowka-jak-przetrwac-gdy-sie-odchudzasz

Majówka: jak przetrwać gdy się odchudzasz?

Długi weekend trwa w najlepsze, a Ty już na kilka tygodni przed tym majowym czasem myślałaś o nim z niepokojem, teraz ciągle masz w pogotowiu jakiś „hamulec” i wiesz już, że wyrzuty sumienia po tych dniach będą Ci towarzyszyć chyba do jesieni?

Hej – te dni mają taką samą ilość godzin jak wszystkie poprzednie i kolejne a cieszenie się wolnym czasem nie musi oznaczać stosowania zasady: „wszystko albo nic”…

Jeśli czeka Cię wyjazd albo już jesteś poza domem, skorzystaj z moich odkryć po naszym małżeńskim wyjeździe. A jeżeli przed Tobą jakiś grill czy rodzinna uroczystość, koniecznie zajrzyj do artykułu: Sztuka odmawiania, czyli jak przetrwać imprezę w czasie odchudzania.

Za mną ponad dwa lata świadomego jedzenia, utraty kilogramów i uczenia się jak siebie kochać i doceniać bez traktowania słodyczy jako lekarstwa na wszystko. Za mną też trochę rodzinnych imprez, wyjazdów, długich weekendów, jesiennego czasu gdy nic się nie chce i porannych ćwiczeń w szarobure poranki. Ze zrzuconych 24 kg utrzymuję 21 – 22 kg mniej w stosunku do wagi wyjściowej. Co powiesz na moje sprawdzone sposoby?

Jedzenie wróciło na należne mu miejsce
Nie uciekam przed nim ani go nie gloryfikuję. Tam gdzie jest go więcej a na skład czy ilość potraw nie mam wpływu, wybieram dania możliwie najzdrowsze a produkty – jak najmniej przetworzone. Tak – umiem też cieszyć się jedzeniem bez objadania się a tam gdzie do śniadaniowej kawy serwowane są słodkości – próbuję jeśli mam ochotę. Dla równowagi umiem też rezygnować ze słodyczy a cukru nie używam w ogóle.

Odczucia z ciała są sygnałami a nie pretekstem
Głód mówi mi że moje ciało potrzebuje pożywienia i energii – nie czegokolwiek w dużych ilościach. Jeśli czuję pragnienie to znaczy, że bardzo się zapomniałam z wodą: aplikacja w telefonie i regularne jej popijanie w ciągu dnia to już moje stałe zwyczaje. Na ból głowy, senność, zmęczenie czy znużenie szukam najpierw rozwiązań, nie zagłuszaczy. Czasem to będzie woda, czasem – zmiana aktywności, jeśli się da – drzemka. Dla jasności: kawę z ekspresu bardzo lubię. Nie zawsze muszę.

Silne emocje rodzą pytania
Tu praca możliwa non stop i bez końca 😉 Ale już to wiem i już tego doświadczyłam, że nawet trudne emocje mogę odreagowywać inaczej niż z czekoladą w ręku. Robię „krok do tyłu” i rozmawiam ze sobą. Bez wartościowania, bez zgubnego „powinnam / nie powinnam”, szczerze i z ufnością wobec własnych odczuć: zamiast kolekcjonowania „bomb” które mogą wybuchnąć w każdej chwili wybieram nazywanie emocji i poznawanie siebie.

Nawet najmniejsza aktywność fizyczna jest lepsza od nicnierobienia
Kiedyś koncentrowałam się na niezliczonych „gdybym” (była szczuplejsza, mogła chodzić na takie czy takie zajęcia, umiała pływać, miała gdzie ćwiczyć…), teraz jestem dumna z każdej 15-minutowej domowej gimnastyki. Zdarzają się tygodnie całe gdy idzie mi jak z płatka i z każdym dniem widzę jak rośnie moja wytrzymałość. Ale są też takie poranki, gdy nawet rozciągając się na materacu myślę o tym, jak mi się nie chce 😉 Spacer, schody, dłuższa droga do pracy – czasem przychodzą naturalnie, a czasem „nie chce mi się” wygrywa. Ale wiem już, że będę dumna nawet z najkrótszej formy wysiłku i że będzie ona lepsza niż narzekanie że nie zrobiłam „czegoś więcej”.

Patrzę przed siebie i szukam rozwiązań
Gdybym napisała Ci że przez te dwa lata ani razu nie zdarzyło mi się mieć lenia, zjeść za dużo czy korzystać z windy – ja nie byłabym uczciwa a Ty po prostu byś mi nie uwierzyła. Nigdzie się nie przeniosłam z mojej rzeczywistości-przed-odchudzaniem ani nie zmieniłam się w robota zaprogramowanego na zrzucanie wagi 😉 Bywały takie dni, które podsumowywałam stwierdzeniem: „bardzo niewiele dziś zrobiłam dla swojego zdrowia” i takie uroczystości czy spotkania z których wracałam z myślą: „tych ciast mogłam mniej…”, ale zaraz chwytałam się kolejnej: co mogę zrobić teraz. Napić się wody? Zjeść warzywa na kolację? Zrobić krótki spacer? I jeszcze jedno: jak mogę wykorzystać to doświadczenie w przyszłości? Bywały takie sytuacje, w których „światełko ostrzegawcze” zapalało mi się odpowiednio wcześniej i świadomie z czegoś rezygnowałam wiedząc na przykład, że jeden kawałek, kostka czy porcja pociągną za sobą kolejne.

Decyduję i wybieram zamiast narzekać
Są takie produkty których nie jem, istnieją takie aktywności które – ze względu na kręgosłup – są nie dla mnie. Ale nie jestem już w „tunelu przymusów” tylko w przestrzeni nowych możliwości. Wiem co mi służy i zdecydowałam, co jem i co robię dla swojego zdrowia. Jeśli włącza mi się „tryb narzekania” to jest już ogromny znak że pora przyjrzeć się swoim emocjom bliżej i zrobić choćby jeden krok w dobrym kierunku. Wiem dlaczego to robię i po tych dwóch latach mam już obraz tego co straciłabym, zatrzymując się teraz na mojej nowej drodze.

Myślisz sobie, że to wszystko odległe takie, dalekosiężne a Ty potrzebujesz ratunku teraz, tutaj, gdzieś między grillem a litrami napojów gazowanych? Bardzo proszę: wybierz jedną rzecz którą możesz zrobić dla swojego zdrowia i zacznij ją stosować od razu – tam gdzie jesteś. Woda? Porcje o połowę mniejsze? Na talerzu więcej warzyw? Spacer? To naprawdę się da a rozwiązanie znajdziesz… w zasięgu wzroku.

Jeśli chciałabyś żeby ktoś Cię poprowadził na tej drodze nowych – zdrowych nawyków a cukier to dla Ciebie ciągle spory problem, zapisz się już teraz na mój bezpłatny Kurs BezSlodyczy.pl i przywróć mu właściwe miejsce w swojej codzienności.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *