male-kroki-w-odchudzaniu-czym-sa-dla-mnie

Małe kroki w odchudzaniu – czym są dla mnie?

Zaczęłam je zanim tak je nazwałam – po prostu wybierałam to, co mogłam wpisać w swoją codzienność. Naturalnie, w prawdzie przed sobą i w zgodzie z własnymi wartościami. Jedna decyzja, potem druga, kolejna – a wraz z nimi radość i zmiana, której zasięgiem byłam coraz bardziej zdziwiona. Czasami powracający szept: „czemu nie zrobiłaś tego wcześniej?” kwitowałam ucinającym wewnętrzną dyskusję: „zrobiłam wtedy, gdy byłam gotowa”.

Bo zmiana w działaniu nierozerwalnie wiązała się ze zmianami w myśleniu. Gdybaniem, ciągłym krytykowaniem siebie i przedziwnym wyostrzeniem spojrzenia na to, co poszło nie tak. Ślepa uliczka. Zamiast niej wybrałam – i wybieram – patrzenie na to co przede mną, docenianie i skupienie na tym, co mogę zrobić w konkretnej chwili.

Dlaczego małe kroki?

Bo chwila za chwilą, godzina za godziną i dzień za dniem przeżywamy swoją codzienność poruszając się właśnie tak: małymi krokami. Planowanie tygodni, miesięcy i lat jest potrzebne i rozwijające. Fascynujące i wartościowe. Zapierające dech w piersiach i niesamowicie mobilizujące. Bo przecież potrzebujemy znać kierunek drogi.

Gdzie zaczynają się schody? Gdy w naszym Wielkim Planie pojawia się mała, maleńka, wydawałoby się niewiele znacząca przeszkoda. Niby nic. A zaczyna uwierać jak kamyk w bucie, jak ziarenko grochu. Jedna, druga, dziesiąta przeszkoda… Do pewnego momentu jeszcze zachowujesz cierpliwość. Krok za krokiem „zdejmujesz buty” i wyrzucasz kamyczek. Kiedy stracisz spokój? Przy piątym, siedemnastym, przy drugim: „to nie tak”?

Osobiście często tracę cierpliwość gdzieś między drugą a trzecią przeszkodą. Może zachowujesz ją dłużej, może masz w sobie więcej ciszy. Jeśli tak – gratuluję Ci z całego serca. Jeśli nie masz ochoty – nie musisz czytać dalej 😉 bo mój tekst jest dla tych niecierpliwych jak ja. Tych, którzy chcą szybko i bezbłędnie. Już. I z przytupem.

Małe kroki uczą mnie cierpliwości…

najbardziej do samej siebie. Przypominają cichutko: to nie koniec świata, to zmiana kierunku… Kiedy na moim własnym, idealnym wizerunku nieidealnej osoby zaczyna pojawiać się rysa, gotowa jestem przekreślić nią niemal całe dotychczasowe dobro. Ale ono przecież nie przestaje istnieć, bo to, co poszło „nie tak” wcale nie musi przekreślać tego wszystkiego, co było bardzo „tak”. Nie przekreśli, jeśli ja sama, swoimi myślami tego nie przekreślę.

Małe kroki uczą mnie zmiany

nie tej wielkiej, zaplanowanej ze szczegółami, ale tej, która pojawia się nagle i rodzi oszałamiające pytanie: „To do mnie? To dzieje się naprawdę?” Przez ostatni rok dotarła do mnie prawdziwość stwierdzenia że najpewniejszą rzeczą w życiu jest zmiana. Potrzebujemy stałości i pewności – i tę odnajduję w Bogu. Równocześnie mocno doświadczam tego, że tylko On jest Skałą, On jest niezmienny. Życie dzieje się – z całym swoim bogactwem, pięknem i przemijalnością. A ode mnie zależy, jak te zmiany potraktuję.

Małe kroki pomagają nadawać sens

…bo potrzebuję go jak powietrza, nawet w tym co trudne. Szczególnie w tym… Nie mam wpływu na to, co się wydarzy, mam wpływ na to, jakie znaczenie temu nadam. Jaką historię napiszę ze słów przeszłości, jakimi nazwami ją opowiem. Nazywając – nadaję znaczenie. Nazywając – wyznaczam miejsce. Ten proces przypomina czasami ciosanie drewna, rzeźbienie w glinie, przycinanie fragmentu by pasował do całości. Bywa trudny jak zetknięcie z dłutem albo łagodny jak obmywanie przez wodę. Ale dopóki się nie rozpocznie, pozostanie we mnie niepokój nienazwania. Tak – ten proces nie musi się zakończyć, ale musi się rozpocząć.

Małe kroki uczą mnie doceniania

…bo wbrew pozorom to właśnie one rozszerzają mi perspektywę. Jestem tutaj. To zrobiłam. Nie „udało się” tylko właśnie: „zrobiłam”. Jestem gotowa na kolejny krok. Kolejny mały krok w dobrym kierunku. I kiedy patrzę wstecz to po to, by dostrzegać poprzednie małe kroki, a nie „dziury w całym”. Zdumiewające, jak bardzo dzięki świadomemu ćwiczeniu tego, na czym ma się skupiać mój wzrok, zmienia się perspektywa. Jak snop światła, który decyduję się skierować na to, co jest zwycięstwem, osiągnięciem, postępem.

Tak dziś widzę moją drogę Małych Kroków. Małych Kroków do Wielkiej Zmiany, która zaczęła się 2 kwietnia 2016 roku. Coś ją przygotowało. Szereg codziennych, drobnych zdarzeń, pytań, myśli i spotkań złożył się na tę pierwszą, cichutką decyzję. Drugą. I kolejną… Aż do dziś. Idę dalej 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *