motywacja-do-ochudzania-z-czego-sie-sklada

Motywacja do odchudzania: z czego się składa?

Wyobrażasz sobie motywację jako niezmienny stan błogości, radości i ochoty do (nieustannego) działania? Cóż – może ktoś tak ma, ja nie 😉 Bardziej kojarzy mi się z czymś niejednolitym, w dodatku – w nieustannym ruchu. To obraz nieidealny a jednocześnie bardzo mi bliski. Dziś właśnie chcę Ci napisać o składowych mojej osobistej motywacji, do której być może będzie Ci bliżej niż do „peanów na cześć” niegasnącej radości.

Wszystko, co w życiu trwałe, jest też niejednolite – ma swoje rysy, pęknięcia, pytania i trudniejsze chwile: wiara, miłość, misja. Zaczynamy z radością, która przekłada się później na codzienność: krok po kroku, decyzja za decyzją. Czasem słyszymy fanfary, czasem w ciszy podejmujemy najważniejsze decyzje, czasem robimy krok do przodu w ciemności, wierni swojej pierwszej decyzji. Niekoniecznie z entuzjazmem, za to z ufnością: tak wybrałam.

Jeśli na tej raz obranej drodze spodziewamy się jedynie błogostanu, codzienność prędzej czy później zapyta nas o podstawę takich oczekiwań. Radość jest konieczna, ale nie jest niezmienna ani tym bardziej – jednolita.

Tak też jest z moją motywacją. Zaczynałam z entuzjazmem, którego poziom wznosił się i opadał w zależności od wielu zdarzeń na przestrzeni niemal 3 lat. Uczyłam się – i uczę cały czas – słuchania siebie i rozpoznawania tych „sygnałów alarmowych”, które najdobitniej jak się da mówią mi, że jeszcze jeden krok w tym kierunku i znajdę się na równi pochyłej prowadzącej wprost do punktu z którego z takim trudem się wydostałam.

Codzienna motywacja do odchudzania

Naprawdę motywacja jest mi potrzebna codziennie? Tak dzień za dniem, 24 na dobę, 7 w tygodniu? Już widzę Twoje niedowierzanie, a może i przerażenie… Że tak się nie da żyć, funkcjonować, że taka codzienność bardziej przypomina próbę jazdy na zaciągniętym (hamulcu) ręcznym niż samą jazdę…

To nie jest ciągłe hamowanie. To świadomość tego, dokąd chcę dojechać, kiedy wkładam kluczyk do stacyjki. A także – czym może się skończyć brak tej świadomości, jeśli pojadę „na pamięć”, tą drogą, którą jeździłam od lat (czytaj: jeśli będę jadła „cokolwiek” a przy trudnościach sięgała po słodycze).

Przypomnieniem celu, powrotem do mojego wielkiego „dlaczego?” może być każda sytuacja w ciągu dnia: zakupy, jakaś trudna rozmowa, niespodziewana zmiana planów a nawet rutyna która może mi ułatwić (albo utrudnić) wybór.

Moja motywacja do odchudzania

Moja codzienna, maleńka, najcichsza motywacja do odchudzania (teraz już – do utrzymania wagi) opiera się na dwóch elementach: pamięci o tym, jak się kiedyś czułam i jak wyglądałam oraz świadomości, że w każdej sytuacji mam wybór. W każdej. Nawet gdybym stała już przed sklepową półką ze słodyczami… (a bywało i tak…)

Pamięć o tym, jak się czułam i jak wyglądałam ważąc 20 parę kilo więcej jest silna i niezwykle silnie motywująca… Przeszłości nie zmienię, a na to, co wybieram teraz, mają wpływ:

  • świadomość tego jak się czuję i z czego to samopoczucie (psychiczne i fizyczne) wynika,
  • smaczne, sycące śniadanie, które przygotowuję z myślą: ależ mam dużo różnych pyszności tutaj!
  • jakaś forma ruchu w ciągu dnia, choćby to była jedynie poranna, 15-minutowa gimnastyka,
    spacer zamiast jedzenia jeśli powodem nie jest głód,
  • uczciwość wobec samej siebie jeśli jakieś danie czy produkt zwyczajnie przestaje mi smakować,
  • pytanie samej siebie co się dzieje kiedy zaczynam wracać do produktów które już „pożegnałam”,
  • zjedzenie kontrolowanej ilości czegoś, na co mam ogromną ochotę żeby zdrowy styl życia nie zaczął mi się splatać ze złością,
  • znajdowanie w ciągu dnia takiego czasu albo zajęcia, które podejmuję tylko ze względu na przyjemność i odpoczynek,
  • świadomość granic, które sama sobie kiedyś wyznaczyłam i których nie chcę przekraczać

Z pewnością nie wymieniłam wszystkich elementów (mam nadzieję że chociaż te najważniejsze) i na pewno tuż po publikacji wpisu przyjdzie mi do głowy jeszcze kilka pomysłów na to, co mogłam tu umieścić… Zwróć proszę uwagę, jak duży wpływ na moją motywację do odchudzania (utrzymania wagi) mają czynniki niezwiązane bezpośrednio z jedzeniem.

Ile tu dbania o siebie wyrażanego odpoczynkiem, słuchaniem czy uczciwością wobec siebie. Wszystko, co sama przed sobą będę chciała „ukryć” (czy to możliwe?), i tak da o sobie znać jak bałagan przykryty czymkolwiek.

Ważne: uczciwością wobec samej siebie jest dla mnie w tym samym stopniu przyznanie, że coś mi nie smakuje (i zmieniam), że nie chce mi się ćwiczyć (i ćwiczę albo robię dłuższy spacer) albo że jednak mam ochotę na to ciasto (i nakładam go sobie w ilości, dzięki której będę mogła za chwilę powiedzieć: dziękuję, tyle wystarczy).

I jeszcze jedno: moja motywacja to łagodna jazda w raz obranym kierunku, nie gwałtowne zrywy, złość czy karanie samej siebie za „jedzeniowe grzeszki”. Tak mi jest po prostu łatwiej 🙂

8 komentarzy

  1. Dzięki Ola za to przypomnienie że motywacja do odchudzania to nie jest linia ciągła… chyba ciągle tego od siebie oczekuję i jak nie jest „super” to już jestem pewna że jest fatalnie 🙁 Niestety jak tylko robi się zimno moja motywacja spada a właściwie wszystko spada i chęć do tego o co się wcześniej starałam też… no dobra, zbieram się od nowa…

  2. Dziękuję Ci za komentarz 🙂 I bardzo się cieszę, że znalazłaś siłę żeby się „zebrać od nowa”. To prawda – im bardziej oczekujemy, że w naszej motywacji nic się nie zmieni tym głębsze jej spadki zaliczamy… „Zacznij tu gdzie jesteś”, czy właściwie stale „Zaczynaj tu gdzie jesteś”. Pozdrowienia 🙂

  3. A u mnie motywacja wzrasta gdy widzę efekty (najczęściej latem) i spada mocno gdy ich brak… na przykład teraz czyli jesienią i zimą. W sumie myślałam że nic na to nie mogę poradzić, ale może jednak mogę? Dobra, działam…

    1. Działaj 🙂 Cieszę się, że w miejsce „nic nie mogę” pojawiło się pytanie o możliwości. To pierwszy ważny krok – jakieś światełko, że być może coś mogę zrobić. Kiedy chcemy uzyskać odpowiedź, zobaczyć szanse, zaczynamy skupiać się na tym, co możliwe do zrobienia. Od tego jednego kroku może się wiele zacząć. Od jednego kroku w myśleniu o tym, co zależy od nas. Pozdrowienia 🙂

      1. Wiesz co to jest jednak niesamowite że takie małe „coś” jak myślenie o czymś może cokolwiek zmienić! Nawet nie umiem tego opowiedzieć ale jakoś momentalnie zmienia się to jak się czuję. Taki przeskok, jakieś „pstryk” 😉 Sposób myślenia, żadna magia :)))

  4. Dla mnie najważniejsza jest ta świadomość. Właściwie cały czas się tego uczę. Nazywasz to chyba „słuchaniem siebie” i u mnie też tak jest. Nie jest idealnie, ale też nie jest już tak źle jak było.

    1. Tak Iza, dziękuję Ci za komentarz. Tak to właśnie nazwałam – słuchaniem siebie 🙂 Tak to czuję. Wiesz – u mnie też zmiany następowały stopniowo. Widziałam jaką drogę przeszłam, wiedziałam gdzie chcę się znaleźć i nade wszystko cieszyłam się tym co jest 🙂

      1. Oj potwierdzam – to cieszenie się tym co jest! Bo na początku chciałam ciągle więcej i więcej i ciągle się na siebie złościłam że jeszcze tylu rzeczy nie robię. Bo chciałam szybko i od razu. Trochę zwolniłam – na przykład wiem że nie zawsze mogę zrezygnować z autobusu i już mnie to tak nie wkurza.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *