odchudzanie-bez-wyrzeczen-slodycze-juz-mna-nie-rzadza

Odchudzanie bez wyrzeczeń: słodycze już mną nie rządzą

Właśnie trwa mój tydzień bez słodyczy. Zanim napiszę, ile zyskałam i co zrobię gdy się skończy, napiszę, czym dla mnie nie jest. Nie jest karaniem siebie, nie jest sprawdzaniem jak długo wytrzymam, nie jest ucieczką od słodkiego smaku albo od siebie i nie jest snuciem się po domu z groźnym spojrzeniem i złością na każdego, kto ośmieliłby się w tym czasie wspomnieć coś o cukrze 🙂

Tydzień bez słodyczy – dlaczego?

Zdecydowałam, że na 7 dni zrezygnuję ze słodyczy uchodzących za zdrowsze. Konkretnie: z gorzkiej czekolady, budyniu bez cukru czy okazjonalnej chałwy. To dla mnie powrót do początków – gdy zaczynałam odchudzanie, zrezygnowałam ze słodyczy całkowicie. Kiedy czułam, że już mną nie rządzą, że nie szukam ich gdy jest mi smutno albo gdy się denerwuję, zaczęłam od czasu do czasu kupować gorzką czekoladę z wysoką zawartością kakao (przynajmniej 70%), budyń bez cukru, masło orzechowe czy chałwę.

Muszę przyznać, że w domu, mając dostęp do wszystkich zdrowych rzeczy, które nauczyłam się jeść, było całkiem dobrze. Może za wyjątkiem jednego (góra dwóch) dni, kiedy „królowało” masło orzechowe. W założeniu kupione na tydzień (o naiwności!) znikało szybciej niż zdążyłam pomyśleć, że miałabym na nie ochotę – przy dużym współudziale dzieci 😉

W czasie wakacyjnych wyjazdów próbowałam w rozsądnych ilościach dziecięcych słodyczy. Kiedy idąc z dziećmi z plaży na obiad odkryłam stoisko z chałwą, udało mi się wynegocjować z dzieciakami zakup tejże zamiast codziennych już wtedy lodów. Był wprawdzie taki czas, kiedy zrezygnowałam nawet z tradycyjnej bajaderki ale wyjeżdżając założyłam, że zapewne będę jeść mniej zdrowo niż w domu a jeśli najdzie mnie ogromna ochota na spróbowanie czegoś, czego dawno nie jadłam, po prostu to zrobię.

W ten sposób druga połowa sierpnia, czyli dla nas już domowy, powakacyjny czas, upłynął pod znakiem nieco większej ilości słodkiego. Nie były to oczywiście takie ilości jak kiedyś, w okolicach moich 90 kilogramów, ale gdy niemal bez namysłu po skończeniu jednej gorzkiej czekolady byłam gotowa zaopatrzyć się w kolejną, zaczęło do mnie docierać, że chyba moja granica zaczęła się niepostrzeżenie przesuwać w niewłaściwą stronę.

Wtedy zdecydowałam, że po rodzinnym spotkaniu, na którym zgodnie z moim założeniem zdrowego stylu życia i jedzenia będę się częstować tym co lubię ale będę jeść świadomie (czytaj: mniej niż kiedyś) dla własnej satysfakcji zrobię sobie tydzień bez słodyczy.

Jak wytrzymać bez słodyczy: czego mi brakuje?

Ten tydzień właśnie trwa. Najkrócej: nie jest źle – myślałam że będzie gorzej. Nie czuję braku słodkiego smaku, podczas zakupów z działu ze słodyczami nie słyszę krzyku i nawet gorzkie czekolady jedynie uśmiechają się do mnie, ale nic już nie łapie mnie za rękę wołając „zabierz mnie ze sobą!” 😉

Zakupiony kiedyś budyń bez cukru od czasu do czasu łypie na mnie sprawdzając, czy już nadszedł jego czas, ale moja obojętność skutecznie hamuje jego chęci głośniejszego odezwania się 😉 Z jednej torebki przygotowywałam 3 porcje – dla dzieci i siebie. Gdyby miały na niego ochotę, byłabym w stanie bez żalu przygotować dwie – dla siebie… Żartuję – tylko dla nich 🙂

Popijając kawę od czasu do czasu przypominam sobie, że pyszne byłyby do niej 2-3 kostki gorzkiej czekolady, ale trudniej byłoby mi zrezygnować z kawy niż z czekolady 🙂

Wczoraj bez żalu zrezygnowałam z porcji lodów, jaką zostawiły dla mnie dzieci. Powiedziałabym że i one przyjęły ten fakt z radością, upewniając się jedynie, że mój czas bez słodyczy trwa 😉

Czy słodycze są (mi) potrzebne i co zyskuję bez nich?

Radość którą odczuwam jak wewnętrzną przestrzeń. Chyba najbliżej jej do wolności wyboru i poczucia że już „nie muszę”. Jestem dumna z drogi jaką przebyłam uniezależniając się od słodyczy i z tego, że jej efekty trwają nawet wtedy gdy czasowo pozwolę sobie na więcej.

Widzę, że warto zachowywać czujność wobec samej siebie żeby uchwycić ten moment, gdy ochota na „coś słodkiego” zaczyna rosnąć. Nie na coś konkretnego w określonej ilości tylko na cokolwiek i w dużych ilościach 🙂

Znowu granica między tym, na co się decyduję a tym, czego nie jem jest wyraźna. Mocno zarysowana, nie rozpływa się i nie rozciąga do rozmiarów moich zachcianek. Bardzo mi się to podoba bo konieczność tłumaczenia się przed samą sobą jest jednak niezwykle męcząca 😉

7 dni bez słodyczy i co dalej?

Kiedy zakończę „moje 7 dni bez słodyczy”, czyli w poniedziałek… nie pobiegnę do całodobowego sklepu po tabliczkę gorzkiej czekolady 🙂 Tak jak w zeszłym roku zdecydowałam, że nie przechodzę na dietę tak teraz decyduję, że mój czas bez słodyczy będzie trwał. Konkretnie: nie będę ich szukać, czyli kupować dla siebie. Jedna prosta zasada. Jeśli znajdę się na spotkaniu ze słodkościami, poczęstuję się tym co możliwie najzdrowsze.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *