poradnik-na-odchudzanie-recepta-na-brak-motywacji

Poradnik na odchudzanie: recepta na brak motywacji?

Kupowanie pod wpływem impulsu jest cudownie emocjonujące: widząc piękną sukienkę wiemy że to jest właśnie to czego chciałyśmy chociaż jeszcze 10 minut temu nie miałyśmy pojęcia że tak wygląda nasz wymarzony ciuch 😉 Nie jest to może idealny sposób na zakupy (nie każdy impuls musi zakończyć się działaniem…) ale od czasu do czasu można sobie na niego pozwolić. Sukienkę przymierzamy i już mamy pewność: pasuje albo nie. Trzeciej opcji nie ma. A co zrobić z broszurą o obiecującym tytule:

Poradnik jak schudnąć do lata

którą kupiłyśmy pod wpływem impulsu przy okazji zakupów spożywczych? Jak co roku wszelkie możliwe sklepy oferują tego rodzaju publikacje: w promocji, przy kasie, przy stoisku ze słodyczami (!), nie wspominając o kioskach.

Tutaj „dopasowania” (lub nie) nie sprawdzimy od razu, a jednak w tej niepozornej broszurce szukamy potwierdzenia że „teraz już na pewno się uda” albo chociaż „teraz już na pewno zacznę”.

Na co możemy zwrócić uwagę, żeby publikacja kupiona w dobrej wierze nie okazała się – w najlepszym przypadku – kolejnym rozczarowaniem? W najgorszej sytuacji możemy sobie (i swojemu zdrowiu) zaszkodzić, realizując bezkrytycznie podane zalecenia.

Kiedy powinnyśmy być (przynajmniej) ostrożne wertując poradnik, który obudził w nas nadzieję na utratę kilogramów?

  • Widząc zapewnienia szybkiego schudnięcia

Kilogramy które szybko pożegnasz, szybko też powrócą. Im wyższa waga, tym większy będzie jej ubytek, ale na początku tracimy też wodę, a każdy organizm to inna historia.

Takie obietnice sprawiają, że wbrew temu co wiemy jednak po cichutku zaczynamy się zastanawiać, że może mimo wszystko, nie wiemy jak, może jednak ktoś odkrył jakiś „cudowny sposób” i jak odpalona rakieta szybuje w górę tak nasze kilogramy będą spadać. Że jakiś „cudowny środek”, „nowa metoda” czy jakaś część ubioru „spalająca tłuszcz” zwolni nas z konieczności wysiłku a my będziemy mogły nadal tkwić w nawykach, które doprowadziły nas aż do szukania niedorzecznych rozwiązań.

Utrata kilogramów, jeśli ma być trwała, wymaga czasu. Zmienia się przecież cały nasz organizm, całe ciało. Odżywiane latami „byle czym” potrzebuje czasu, żeby nam „uwierzyć”, że częstsze, mniejsze porcje wystarczą, że gdy znów zasygnalizuje nam potrzebę zjedzenia, dostanie je – złożone z wartościowych, smacznych produktów. I że naprawdę, naprawdę nie potrzebuje tyle słodyczy, natomiast o wodę już nie będzie musiał prosić zmęczeniem, sennością czy gorszym funkcjonowaniem.

  • Dostrzegając aktywności, przepisy czy porady, które nijak się mają do naszej codzienności

Oczywiście że możemy odkryć sport, który stanie się naszą pasją nawet jeśli będzie się to wiązało z dojazdami na drugi koniec miasta. Ale jeśli wydarzy się cokolwiek, co zaburzy nasz rytm dnia, z czego zrezygnujemy w pierwszej kolejności: z tego co trudne czy z tego co łatwe?

Potrawę z wyszukanych składników możemy przygotować na specjalną okazję – wtedy samo kupowanie ich może być frajdą. Ale konieczność ciągłego (tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu) poszukiwania produktów prędzej czy później spowoduje że „machniemy ręką” i wybierzemy posiłek który po prostu będziemy mogły zjeść szybciej.

  • Czytając obietnice że coś wydarzy się „na pewno” albo „bez wysiłku”

Bez wysiłku i pracy z naszej strony waga nie spadnie. Oczywiście – możemy sobie nowy sposób jedzenia czy ruchu tak zespolić z codziennością, żeby jak najmniej je odczuwać (i to jest jedno z moich najważniejszych odkryć), ale zawsze będzie to jakaś zmiana. A zmiana to najpierw tak zwany „dysonans poznawczy” kiedy z czymś jest nam najpierw „niewygodnie” zanim będzie „pasowało”. Inne śniadanie, inna droga do pracy, inny rytuał wieczorny – to wszystko nie „zadzieje się” bez naszego udziału.

Na pewno… jeśli my same nie znamy dobrze naszego organizmu jak może go znać ktoś, kto nas nigdy nie widział? Chcemy pewników bo bywają naszymi „kołami ratunkowymi”, ale wpływ jedzenia czy ruchu, takich czy innych produktów na organizm z naszą historią, przebytymi chorobami czy aktywnością w ciągu dnia to proces delikatny i skomplikowany. Jesteśmy niepowtarzalni między innymi także dlatego 🙂

Motywacja do schudnięcia: gdzie ma swoje źródło?

Wiem, rozumiem, że potrzebujemy nadziei. Też jej potrzebowałam i parę razy w życiu uwierzyłam obietnicom na odchudzanie bez wysiłku. Owocem było rozczarowanie jak Rów Mariański i powrót z impetem do „pocieszaczy” wypróbowanych latami.

Zamiast obietnic bez pokrycia wolałabym przeczytać jak poznawać swój organizm żeby odżywiać go dobrze i mądrze. Co mu służy? Jakiej częstotliwości jedzenia potrzebuje? Jakie produkty nie są dla niego wskazane? Z jakimi mogę najlepiej zadbać o swoje zdrowie fizyczne i psychiczne? Wtedy jednak nikt mi takiej wiedzy nie dawał, ale też – przyznaję – nigdzie jej nie szukałam. Ba – nie wiedziałam nawet że powinnam szukać…

Do czego zmierzam? Informacje które przekazuje Ci Twój organizm są niezbędną częścią wiedzy której potrzebujesz, żeby żyć zdrowo. A bez zdrowego życia kilogramy nie będą spadać, albo wrócą jak jojo.

Szukasz „deski ratunku” przed nadchodzącym latem? Szukaj rozwiązań – stałego lądu, do którego dopłyniesz, a nie tylko „kawałka drewna” na którym możesz dryfować jakiś czas, ale na którym raczej nie zamieszkasz…

Jeśli już teraz masz pomysł na początek odchudzania – świetnie! Zapisz go, nazwij pierwszy krok, określ perspektywę.

Jeśli ciągle nie wiesz jak zacząć – wypróbuj mój bezpłatny Kurs Bez Słodyczy, w którym krok po kroku, na bazie własnych doświadczeń i zdobywanej wiedzy pokażę Ci jak możesz pracować nad swoją zdrową codziennością.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *