post-daniela-pytania-ktore-zawsze-chcialam-zadac

Post Daniela: pytania które zawsze chciałam zadać

O Poście Daniela – diecie warzywno-owocowej rozmawiamy dziś z Urszulą Domańską, która ma spore doświadczenie w tej dziedzinie. Sama o sobie mówi, że jest propagatorem diety warzywno-owocowej.

Ula, bardzo Ci dziękuję że zgodziłaś się na rozmowę. Powiedz, co chciałabyś, aby Czytelniczki bloga o zdrowym odchudzaniu o Tobie wiedziały.
Witajcie. To dla mnie radość pisać dla Was. Moja działalność – zawodowa i pozazawodowa – od zawsze była nastawiona na bycie „dla ludzi”. Gdy odkryłam Post Daniela 9 lat temu, gdy pomógł mi w 3 tygodnie wyjść na prostą ze zdrowiem w kwestii, w której lekarze odsyłali mnie z miejsca do miejsca przez 8 miesięcy męki – już wtedy wiedziałam, że to jest coś, czym będę chciała się dzielić. Przez kolejne posty zbierałam doświadczenie, słuchałam wykładów, rozmawiałam z poszczącymi. W końcu przyszedł czas większych możliwości Facebooka i grup tematycznych i tam na co dzień moderuję jedną z nich wspierającą osoby w trakcie odbywanego postu.

Kiedy i z jakimi produktami przeprowadzałaś swój pierwszy post?
Robiąc pierwszy post wiedziałam tylko, że należy jeść warzywa – niestrączkowe i z wyłączeniem ziemniaków – oraz z owoców cytrynę i jabłko. Lubiłam pomidory, marchew i kapustę pekińską, więc na tych warzywach oparłam pierwsze dni. To było ok. 9 lat temu i nikomu nie chciałam mówić, że robię jakąś dietę. Moje jedzenie było bardzo proste – w pracy ogórki, sałata, rzodkiewki, marchewki, pomidory – czyli to, co można szybko obrać i pokroić. Później ugotowane w domu warzywa, czasem z mrożonek. Wieczorem domu – najczęściej gotowałam kalafior czy brokuł, tarłam marchew z selerem i jabłkiem – już 2-3 dnia takie porcje niwelują uczucie głodu całkowicie. Nie wiedziałam wtedy o zbawiennej mocy surowych warzyw, dla wygody jadłam sporo gotowanego.

Jakie zmiany w stanie zdrowia zauważyłaś po poście?
To, co było dla mnie wzruszające, a jednocześnie było ewidentnym cudem, jaki dzieje się w naszych ciałach i dowodem na to, że nasze zdrowie jest zapisane w każdej komórce naszego ciała był powrót równowagi hormonalnej po wielu latach brania tabletek. Nigdy wcześniej nie miałam tak dobrych wyników jak po poście! Mogłam odstawić leki, które brałam już kilkanaście lat. Wiecie – kiedy w szpitalu widzą, że pół roku wcześniej wszystko było do bani, a teraz „samo się” naprawiło,to niewytłumaczalne – pacjentka odstawia leki i wszystko działa – to jest kolejny punkt, kolejna kropka nad „i”, kolejne mocne doświadczenie, które mówi: „idź i mów o tej diecie ludziom!”

Nigdy też tak świetnie jak po poście nie trawiłam wszelkich pokarmów. Zero dolegliwości. Radość. Chwaliłam się w rodzinie: mamo, mogę jeść nabiał! Mogę jeść kwaśne!

Potem jeszcze wiele postów i obserwacji organizmu, by zrozumieć, co i dlaczego działa na lub po poście, a później znów się psuje. Dziś już jestem bliższa wielu odpowiedzi. M.in. bóle kręgosłupa – przeszłam wiele rehabilitacji, tabletki przeciwbólowe musiałam brać co 2 tygodnie seriami, choć wiele jestem w stanie wytrzymać. Dziś wiem, że duża część z nich miała źródło w napięciach z układu pokarmowego. Zdrowie zaczyna się od jelit. Pilnuję tego teraz, jem bardziej świadomie a kolejnym cudem jest dla mnie fakt, iż tabletkę przeciwbólową brałam ostatnio na wiosnę.

A zmiany zewnętrzne?
Oczywiście – po kilku dniach postu ludzie zaczynali na mnie zwracać uwagę, że świetnie wyglądam! „Pani wiosna” – mówili. Chodzi o efekt po oczyszczeniu z podstawowych toksyn, z chemii – wtedy twarz promienieje młodością. Oczy są pełne życia, blasku. „Samo się” naprawia 🙂

Co z odpornością na infekcje?
Pamiętam kilka lat temu, gdy robiłam post w styczniu-lutym, zaczęła się epidemia grypy. Chodziłam do pracy, gdzie przebywam wśród ludzi. Po tygodniu połowa współpracowników była chora, część klientów również. W kolejnych dniach kolejne osoby chorowały, inne już wracały po grypie – nadal nic mi nie było. Jednego dnia jednak pracowałam w małym pomieszczeniu  z 2 osobami z gorączką i w samym środku grypy. I mnie rozłożyło. Bardzo się boję chorować, gdyż mieszkam sama i zdarzyło się, że słabnę przy gorączce. Natomiast ku mojemu zdumieniu – i to jest coś, co zapamiętam do końca życia – ku mojemu zdumieniu gdy wstrzymałam się 6-7 godzin z przyjęciem leku przeciwgorączkowego, poczułam, jak dotykam pewnego rodzaju dna, kryzysu, a po godzinie, półtorej mój organizm zaczął „wydobywać się”, dźwigać – czyli w kryzysie sięgnął po samoleczące możliwości, jakie są w każdym z nas. Tym sposobem już po 1,5 doby było „po wszystkim”. Tak, moja grypa trwała 1,5 doby. Była mocna, ale bardzo krótka.

Zazwyczaj po poście przez 6-8miesięcy nie jestem ani razu przeziębiona, nie mam bólów głowy, pleców, moje wyniki krwi są jak u 25-latki i co może być niewiarygodne dla tych, którzy co miesiąc mają mocny problem – miesiączki są całkowicie bezbolesne, przechodzą jakby ich nie było. Dla mnie to wystarczająca motywacja do postów.

Twoje posty zwykle trwają 10-14 dni?
Zawsze zamierzałam zrobić 14 dni, a wychodziło z tego 16 lub więcej.
To jest tak: widzisz, że bez problemu przebiegają kolejne dni, że łapiesz ochotę na wypróbowanie kolejnych warzyw czy potraw, myślisz: czemu nie, jeszcze dzień, dwa…? A potem jest strach: ojej, jak to będzie, jak skończę? A może warto jeszcze trochę pociągnąć? Co jeść w pierwszych dniach po? Z reguły więc było to około 2,5 tygodnia i później około 2 tygodni wdrażania innych produktów. Zaletą takiego „wyzerowania” z przyzwyczajeń jest to, że możemy na nowo ustalić, co chcemy jeść i ile, do czego chcemy wracać a do czego nie warto. Dla mnie pytaniem było: czego tak naprawdę potrzebuję, a co jem tylko dlatego, że się przyzwyczaiłam? Zaimponowała mi koleżanka, która nie jadała chleba i wiedziałam, że realnie i ja nie potrzebuję go do zdrowia. Że ilość białka, jaką zjadałam, była za duża, nieadekwatna do zapotrzebowania mojego ciała. Wiedziałam że nie chcę wracać do aż takich porcji, nic to nie wniesie, poza chwilową przyjemnością.

Planowałam wykorzystać podczas postu gotowe soki warzywne kupowane w sklepie, ale po lekturze książki (Post Daniela z uzdrawiającą dietą warzywno-owocową. Krystyna Dajka, ks. Łukasz Piórkowski) już wiem, że odpadają jako pasteryzowane. W takim razie co można pić? Oprócz wody oczywiście?
Woda wodzie nierówna. Na poście ważne jest, by była to woda mineralna, np. Muszynianka. Woda gotowana niewiele wnosi do naszego organizmu, podobnie kiepskie soki. W czasie postu spożywamy niewiele, bo też i z czasem na niewiele mamy ochotę, ale są pewne priorytety: żeby nie było to „cokolwiek”, żeby to co jemy było bogate w wartość odżywczą. A tak jest z sokami świeżo zrobionymi, z warzywami i owocami świeżo startymi – do 15-30 minut od starcia. Już gotowanie czy pieczenie zubaża produkt nawet o 80%.

Zioła mają swoją funkcję – pomagają w oczyszczaniu, w trawieniu, w relaksacji – te zasoby, które dała nam natura, warto wykorzystywać. Unikamy herbat czarnych i wszystkiego, co zawiera teinę lub kofeinę, jak też napojów przetworzonych, instant itp.

Jeżeli chodzi o herbatki dostępne w marketach – wiele z nich jest dobrej jakości, nie trzeba wszystkiego kupować w sklepach eko. Chociażby od lat znanego Herbapolu: mamy miętę, melisę, pokrzywę, koper włoski… Z kolei na redukcję głodu dobra jest woda z cytryną, miętą i imbirem.

Czy zakwas buraczany przygotowywany samodzielnie jest konieczny?
Jest bardzo wskazany. Jeżeli nie on, to ten z ogórków kiszonych lub kapusty kiszonej (wielu osobom będzie to łatwiej przygotować). Zasadniczo chodzi o odnowienie flory bakteryjnej. Wyrzucamy z siebie to co złe, ale zasiewamy w tym czasie dobre bakterie, aż będą stanowiły mocną przewagę. Wtedy często efekt jest taki, że żadne przetworzone jedzenie, ba – żadne słodycze – nie będą nam smakowały.
Pamiętam, jak chciałam mojej rodzinie pokazać świetne danie – buraki z wydrążonym u góry „kominem”, upieczone i na koniec w ten komin dodany chrzan. Bazarek był już zamknięty i użyłam chrzanu w słoiku ze sklepowej półki. Było w nim coś, co mnie odrażało, cofało od niego. Odtruty organizm wyczuł jakąś sztuczność. Podobnie sklepowe „ogórki kiszone” – gdy jestem po poście przestają mi smakować, wyczuwam w nich chemię.
Wracając do kwestii zakwasu – można już kupić gotowy BIO pewnie w każdym sklepie ekologicznym, ale również w zwykłych marketach. Kosztuje około 9 zł. Warto dodać, że kisić można również marchew, kalafior, rzodkiewkę… Przygotowuje się je tak samo jak ogórki.

Wspomnę jeszcze o drugim oprócz zakwasu najważniejszym napoju na poście – woda z cytryną. „Cytrynka” to hasło znane każdemu, kto był na którymś z turnusów z Postem Daniela. Spożywa się ją rano, na czczo, przed poranną gimnastyką, a w wersji dla mniej odważnych – wypija się sok z 1-2 cytryn z wodą. Zresztą jest on bardzo orzeźwiający i osobiście włączyłam go do codziennego menu przez cały rok. Niesamowicie sprawdza się w trakcie upałów, jak również zamiast kawy w ciężkie, jesienne poranki.

Czyli gdy mamy ochotę na coś słodkiego, powinnyśmy poczęstować się ogórkiem kwaszonym albo kefirem? 🙂
Kefir (dobry kefir), zostawiamy na po poście. Ani on, ani krówka, która dała nam mleko, nie należy do owoców czy warzyw 😉 Niektórych to zdumiewa, że skoro krowa je trawę, to jak możemy mówić, że mleko nie jest produktem roślinnym? 🙂

Żarty na bok – gdy nam się bardzo, bardzo chce słodkiego, w którymś dniu postu, może to świadczyć o wielu rzeczach. Powiem o kilku:

  • Każdy z nas ma mniej lub bardziej zagrzybiony organizm. Grzyby odżywiają się cukrem. Bez cukru nie żyją. Co się dzieje, gdy go odstawiamy? Jeszcze bardziej dopominają się o niego! „Wołają w nas” 🙂 Dobrze znamy to „wycie” w środku, prawda? Jest dla nas dobra nowina – gdy chcemy się tego uczucia pozbyć, możemy nie sięgać po słodkie, a po słone lub kwaśne! Mówię bardzo serio. Spróbujcie. Efekt jest taki sam.
  • Może to być znak niedocukrzenia lub zbytniego „oszczędzania” na jedzeniu – na poście mamy do dyspozycji 800 kcal/dzień i naprawdę nie musimy sobie robić głodówki, jedząc ogórka z marchewką na śniadanie czy pomidora z cebulką na kolację.
  • Jest też kwestia naszego przyzwyczajenia do smaków. Ze smakiem to naprawdę jest kwestia przyzwyczajenia i po kilku dniach diety zupełnie inaczej go odbieramy. Nie zrażajmy się, na początku jedzmy te warzywa, które nam smakują – przyjdzie ochota i na pozostałe, nawet jeśli teraz szczerze nie możemy na nie patrzeć.

Jakie produkty przygotowujesz do pracy w czasie postu?
To zależy od tego, ile mam czasu 🙂 Zazwyczaj w jednym garnku gotuję sobie obiad na dziś, a do drugiego kroję warzywa, które wezmę do pracy. W domu warzywa surowe blenduję, a w pracy na przerwie idę do delikatesów i kupuję, co mi „w oko wpadnie”. Dodam, że wychodzę do pracy o 7 a wracam z reguły koło 19 – niech to będzie zachętą dla innych. Post można przejść naprawdę w prostocie, bez wydumanych potraw i godzin stania przy garach.

Z jakich ziół i przypraw korzystasz i w czym Ci pomagają?
To, co lubię to majeranek (działa antybakteryjnie), bazylię, biały pieprz, kminek (pomaga w trawieniu), czerwona papryka, czosnek (naturalny antybiotyk). Do startej marchwi lubię dodawać cytrynę lub cynamon. Tak naprawdę nie ma w tym temacie wielu ograniczeń. Pieprz potrafi powodować zaparcia lub trudności w trawieniu, może też podrażnić przewód pokarmowy.

Możemy używać przypraw z torebki, unikamy mieszanek (typu przyprawa do bigosu), patrzymy na skład produktu. Dalej: oregano , tymianek, bazylia, cząber, ziele angielskie, rozmaryn, kozieradka, goździki (mówią, że żucie ziela angielskiego pomaga na ból głowy, migrenę). Mięta, imbir – jak już mówiłam woda z cytryną, miętą i imbirem na redukcję głodu.

Przestrzegasz limitu 800 kalorii dziennie czy po prostu jesz do syta?
Zazwyczaj pierwsze 2 dni postu jem tak, by móc spokojnie zasnąć, nawet kosztem przekroczenia magicznej liczby 800 kcal. Inna jest specyfika tego pierwszego etapu, gdy oczyszczamy jelita, inna dalszego, gdy około 5-6 dnia włącza nam się tzw. odżywianie wewnętrzne, a to może się zacząć tylko przy zejściu poniżej 800 kcal.

Przekraczanie ich, na dłuższą metę, może być szkodliwe dla nas – wspomniany mechanizm nie zadziała i organizm będzie zjadał siebie, to co dobre, zamiast zająć się chorymi tkankami, złogami białka etc. Diety 800-1300 kcal wyniszczają organizm. Tylko przy kaloryczności poniżej 800 oraz powyżej 1500-1600 kcal (zależnie od wagi i budowy ciała danej osoby) można bezpiecznie, bez szkody dla zdrowia, chudnąć.

Natomiast faktem jest, że ile postów bym nie robiła, przy 3 dniu ustaje poczucie głodu i trzymanie się limitu kalorii przestaje być w ogóle tematem.
Jeśli nie zjadłam do syta znaczy, że: zjadłam za mało zieleniny albo zjadłam za dużo gotowanych warzyw typu marchew, burak czy pietruszka, które mają wysoki indeks glikemiczny, utrudniający osiągnięcie sytości.

Jaką odkrywasz największą wartość w Poście Daniela?
Korzyści to: świadomość, jak może działać mój organizm, na co go stać, gdy jest zdrowy (zdrowszy), świadomość, ile toksyn nazbierało się w nim przez moje codzienne (przecież „zdrowe”) jedzenie, utrzymanie odporności na wirusy, bakterie, trudne warunki typu chłód, wiatr, „odporności” na ewentualnie spożyty cukier (cierpię na insulinooporność), cofnięcie przykurczów, napięć, spięć, szczególnie w odcinku lędźwiowym i barkach – ciało jest przez to elastyczniejsze, psychicznie: większa energia, chęć ruchu, wysiłku fizycznego, zbudowanie poczucia własnej wartości, samostanowienia, sprawstwa, duchowe: większa pokora, zgoda na to co jest i na to, że nie co dzień muszę sobie dogadzać i jeść co „mi się chce”, w ogóle większa wytrzymałość w odraczaniu gratyfikacji, post ćwiczy we mnie cierpliwość i miłość do siebie, do swojego ciała, właśnie tego i takiego, jakie jest mi dane. Młody wygląd, lepsza sylwetka. Celowo piszę to na samym końcu, gdyż ostatnio za każdym razem, gdy poszczę, muszę sobie zadawać to pytanie: czy gdybym miała ani kilograma nie schudnąć przez całe 14-20-30dni postu, to czy nadal bym go podjęła?

Widzę że utrata wagi wcale nie jest najważniejsza…
Ten błogi spokój, ta wolność, której nie da się porównać do niczego – gdy jedzenie przestaje być dla Ciebie w ogóle tematem, jesz właściwie dlatego że widzisz, że minęło ileś tam godzin…

Wielu,przyznasz że wielu ludzi nie sądzi , że czegoś takiego mogą doświadczyć, że na pewno nie oni, bo „siedzą” w lodówce, bo kawa, bo czekoladki, bo bez mięsa to oni nie przeżyją…

Wróćmy jeszcze do aspektów duchowych tego czasu. Post Daniela jako post właśnie a nie (tylko) dieta. To dla mnie bardzo ważny wymiar.
Kilka moich pierwszych postów to były stricte diety zdrowotne, nie rozumiałam pojęcia post. Aż w pewnym ośrodku wytłumaczono mi na przykładzie jednej prorokini (tu nie chcę pomylić imion) istotę poszczenia – otóż wspomniana postać służyła kościołowi postem i modlitwą. Urzekło mnie to. Służyć komuś przez to, co robię – to takie kobiece. Służyć, czyli dawać miłość. I tak jest z Postem Daniela – możemy chcieć schudnąć, wyzdrowieć – mamy wtedy swój cel i na nim się skupiamy, po drodze mamy „gwarantowaną” frustrację.

Kiedy robię post jako post, świadomie ofiaruję ten czas. Przyjmuję to, co jest i jak jest. Jest w tym większa pokora i ukierunkowanie poza mnie, moje ego.
Wiedziałam już, że ciało to jest coś, co dostaję „w leasing”. Mam z niego korzystać jak najlepiej, najpełniej i oddać je w jak najlepszym stanie u końca życia. Że będę zdawała sprawę z tego, jak zarządzałam danym mi dobrem, zasobem. W tym kontekście przez post rozwijam miłość do swojego ciała, służę mu (a przez to – Bogu). Nie ukrywam, nie zawsze jestem w stanie skupić się na diecie przeżywając ją w takiej właśnie świadomości, w tym kontekście.

Bardzo Ci dziękuję za podzielenie się własnym doświadczeniem. A wszystkich, którzy chcieliby przeprowadzić Post Daniela, gorąco zachęcam do lektury trzech ważnych książek poświęconych diecie warzywno-owocowej:

Dr Ewa Dąbrowska: Ciało i ducha ratować żywieniem oraz
Przywracać zdrowie żywieniem

Krystyna Dajka, ks. Łukasz Piórkowski: Post Daniela z uzdrawiającą dietą dr Ewy Dąbrowskiej

a także do odwiedzenia oficjalnej strony Dr Dąbrowskiej.

3 komentarze

  1. Właśnie wczoraj rozmawiałam na ten temat z koleżanką, z którą chodzę na kijki, bardzo polecała tę dietę, mówi że po takim poście czuła się rewelacyjnie. Ja niestety wiem, że nie dałabym rady, może kiedyś ale na dzien dzisiejszy nie jestem gotowa na taki post. Olu dzięki za ten wywiad!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *