Słodycze jak narkotyk

Słodycze jak narkotyk

W słodyczach nie chodzi o słodycze. Chodzi o ten dziwny mechanizm jaki uruchamiają w naszej głowie. Mechanizm nagrody? O tę jedną krótką chwilę zapomnienia, odsunięcia się, pozornego spokoju. Bo to niestety zawsze jest tylko chwila, choćby tabliczka czekolady była maxi a opakowanie ciastek podwójne…

I choćbym zgromadziła wokół siebie cały przegląd działu ze słodyczami, ich zjedzenie będzie tylko chwilą w porównaniu z całą resztą czasu który pozostanie, żeby zmierzyć się z tym, co było powodem sięgnięcia po nie. Prędzej czy później trzeba będzie do tego wrócić. Powiedzieć coś. Albo przeprosić. Zrobić to co do mnie należy. Albo otwarcie przyznać, że tej kolejnej rzeczy nie jestem w stanie się podjąć. Wypowiedzieć na głos to co wraca. Albo usiąść w ciszy z samą sobą przy filiżance dobrej kawy i zapytać: co się stało kochana?

I nie bagatelizować, nie uśmiechać się sztucznie, nie machać lekceważąco ręką, nie zmieniać tematu tylko usłyszeć ten uporczywy głos w sobie, który przecież mówi… Jak? Czasem bólem brzucha, czasem – głowy. Może niechęcią albo odruchowym skuleniem ramion na wspomnienie jakiejś sytuacji. Nasze ciało coś mówi. Nasze emocje coś nam mówią. I w końcu wewnętrzny głos też.

Zanim pójdziesz do kuchni. Stop – zanim pomyślisz o tej sytuacji jak o wybawieniu. Stop – zanim na zakupach bezwiednie skręcisz do działu ze słodyczami. Wtedy zacznij. Wtedy się zatrzymaj. Nawet w pół kroku między półkami. Zapytaj samą siebie: naprawdę tego chcesz? Czy naprawdę to jest to, czego teraz potrzebujesz?

Możesz też zrobić mały test. Spróbuj powiedzieć sobie najpierw: OK, zaraz pójdę po te ciastka, ale najpierw… I idź po kolejną rzecz z listy swoich zakupów. A potem jeszcze po jedną. Słuchaj siebie. Nie możesz się doczekać, żeby wreszcie trafić do tych słodyczy? Złościsz się, niecierpliwisz albo boisz, żeby o nich nie zapomnieć?

Czasem robiłam sobie takie „testy”. Czasem byłam już bardzo zła – jak wiewiór z „Epoki lodowcowej” – że się ten „orzeszek” ode mnie ciągle oddala. Czasem z ulgą lądowałam między półkami i wiedziałam, że teraz już „nie daruję”, że „w nagrodę” wybiorę sobie nawet większą czekoladę niż planowałam. Albo pudełko. Ptasiego mleczka. I zjem sama, do gorącej herbaty z mlekiem i cukrem. A co.

Zapytaj samą siebie czego potrzebujesz kiedy w domu skończą się słodycze. Bo jest szansa, że do następnych zakupów usłyszysz odpowiedź. Albo może chociaż jakiś jej początek, który sprawi, że ta droga na zakupy będzie dłuższa. Może po takim spacerze zamiast pudełka czekoladek kupisz wafla albo jeden batonik. I to już będzie Twoje ogromne zwycięstwo. Nie żartuję i nawet się teraz nie uśmiecham. Bo odczułam, ile taka decyzja może kosztować. Jaka gmatwanina myśli przetacza się wtedy przez głowę i jak do samego momentu wyłożenia produktów przy kasie masz ochotę wrócić i wziąć 3, 4 albo i 5 razy tyle ile masz przed sobą.

To nie koniec bitwy z myślami, bo po zjedzeniu tego marnego batonika masz ochotę od razu biec do sklepu po kolejne i obiecujesz sobie, że następnym razem będziesz mądrzejsza i weźmiesz tyle, ile potrzebujesz. Potrzebujesz? Czego potrzebujesz?

Hej – nie sugeruj się brakiem życiowych dramatów w kontekście uzależnienia od słodyczy. One nie potrzebują wielkich problemów. Wystarczą małe, malutkie, niewypowiadane żale, przemilczenia, jakieś smutki czy nawet coś nieokreślonego, czego nie jesteś w stanie nazwać. Tak naprawdę każde „coś” jest dobre. Bo to takie łatwe… „czekolada rozumie”.

A najdziwniejsze jest to, że po jej zjedzeniu przez chwilę wydaje się, że tamten problem naprawdę nie jest taki straszny, że coś się przywidziało, wyolbrzymiło i znów na pytanie, czy wszystko dobrze, odpowiadasz, że oczywiście tak.

Aż do następnego „czegoś”, co w połączeniu z tym wcześniejszym „czymś” albo jakimś Twoim złym wspomnieniem czy nierozwiązanym problemem zacznie tworzyć prawdziwą kulę śnieżną. Żeby dotrzeć, dokopać się do tego, co w niej zamroziłaś, będziesz potrzebowała coraz więcej pracy. I ten cierpliwy (do czasu) wewnętrzny głos niby zacznie milknąć, a w rzeczywistości – szukać innych dróg dotarcia do Ciebie. Bo skoro go nie słyszysz, to może poczujesz? W brzuchu? W głowie? We własnym zdziwieniu, że zareagowałaś tak nieadekwatnie do sytuacji?

Co się stało kochana? Czego potrzebujesz?

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *