https://www.zaczynamteraz.pl/sztuka-odmawiania-czyli-jak-przetrwac-impreze-w-czasie-odchudzania/

Sztuka odmawiania, czyli jak przetrwać imprezę w czasie odchudzania

Trzymasz się, trzymasz dietę, a w każdym razie próbujesz jeść zdrowo i nagle wyskakuje impreza, na której – wiesz o tym dobrze – będzie niemal wszystko to, czego sobie z takim wysiłkiem, konsekwentnie, przez długi czas odmawiasz. Co robić?

Impreza podczas diety – ratunku!

Decyzja o tym, że się na taką imprezę nie wybierzesz, nie jest z definicji ani ucieczką, ani aktem odwagi. Ma dokładnie takie znaczenie, jakie sama jej nadasz. Zrób to, co uważasz za słuszne – ale zrób to świadomie. Nie idziesz? OK – ale niech za tą decyzją nie kryje się żal, złość na cały świat i poczucie, że gdzieś obok Ciebie dzieją się najlepsze rzeczy. Idziesz? W porządku – przygotuj się, podejmij decyzje co i jak będziesz jeść, jakie dania wybierzesz i jak będziesz reagować na usilne prośby żebyś „wyluzowała”.

Cheat day albo cheat meal, czyli jesz co chcesz

To pierwszy sposób „pogodzenia” imprezy z dietą. „Oszukany dzień” albo „oszukany posiłek” to – najkrócej mówiąc – przerwa w diecie. Na cały dzień albo na jeden posiłek. Nigdy nie robiłam sobie takich całodniowych przerw w domu, natomiast wiedząc o spotkaniu, rodzinnej uroczystości czy zaproszeniu zakładałam, że poczęstuję się tym, na co będę miała ochotę. Za każdym razem zauważałam, że jem inaczej niż wcześniej, czyli przed rozpoczęciem odchudzania. Inaczej, czyli mniej i bardziej świadomie. Słyszę, kiedy mój organizm mówi „wystarczy”. Przed kwietniem 2016 słyszałam jedynie: „jeszcze, jeszcze”.

Wiedziałam, że następnego dnia zobaczę na wadze trochę więcej i wiedziałam też, że po kilku dniach waga wróci do normy, tak jak ja wracałam do ćwiczeń i zdrowego jedzenia.

Świadomy wybór potraw

Ogarniasz spojrzeniem stół i decydujesz, czego spróbujesz. Jeśli się da – wybierasz to co zdrowsze. Nie rzucasz się na wszystko po kolei, nie jesz „oczami”. Może jest coś, czego wcześniej nie jadłaś, a co warto odkryć? Ja w ten sposób poznałam smak pysznej sałatki ze szpinakiem, suszonymi pomidorami, fetą i prażonymi ziarnami słonecznika. Nie odmówiłam sobie też domowych ciast, których raczej nie miałabym cierpliwości przygotowywać 😉

Jak jem – to jem!

I wcale nie chodzi o ilość – przy świadomym jedzeniu (powtarzam się?) zawsze zjadam mniej niż wcześniej. Mam na myśli raczej smakowanie, delektowanie się w miejsce mojego wcześniejszego „pochłaniania”. Wcale nie musi to oznaczać schowania się gdzieś w kąciku z porcją na talerzu. Wręcz przeciwnie. Mnie zresztą takie „jedzenie w kąciku” kojarzy się bardziej z kolejnymi słodyczami przed telewizorem… Niemiłe wspomnienie. Nie muszę jeść sama, żeby jeść świadomie.

Z talerza, na siedząco

Też to znasz – jedząc w pośpiechu, na stojąco albo bezpośrednio z jakiegoś szwedzkiego stołu, zjadasz więcej? Nie trzeba zresztą żadnego szwedzkiego stołu, wystarczy codzienność w kuchni, gdzie są dzieci 😉 Moja sprawdzona zasada brzmi: nakładam na talerz i siadam. Inaczej tracę kontrolę i zjadam więcej niż chcę i potrzebuję.

Woda. I tylko woda

Oczywiście oprócz kawy 🙂 Dobra kawa z ekspresu w towarzystwie to jest zawsze dobry pomysł. Soki i gazowane napoje mogą dla mnie nie istnieć. Nigdy nie byłam ich fanką, zrezygnowałam bez żalu. Woda zawsze jest ważna – zaczęłam zauważać, że bez odpowiedniego nawodnienia szybciej odczuwam zmęczenie, dlatego zwracam na to uwagę także w czasie jakichkolwiek spotkań. W „krytycznych” sytuacjach zresztą, czyli wtedy, gdy ciągle ktoś życzliwy namawia Cię do spróbowania kolejnej potrawy, szklanka z wodą może uratować sytuację – „przecież właśnie się częstuję” 😉 A z bardziej prozaicznego powodu wypełniony wodą żołądek pomoże Ci zjeść mniej.

Głos odmowy

Jeśli masz taką możliwość, możesz wybrać się na imprezę z kimś, kto będzie Cię wspierał w grzecznym (i stanowczym) odmawianiu albo dyskretnie zasugeruje, że powinien to być już ostatni kawałek ciasta 😉 Cudnie, jeśli to jest osoba, która wspiera Cię w odchudzaniu na co dzień  ale równie dobrze możesz nawet poprosić kogoś najbliższego Ci z grona gości, żeby pomógł Ci trzymać się dzielnie, bo właśnie się odchudzasz.

Keep calm and… ciesz się smakiem!

W przeciągu 14 miesięcy, jakie upłynęły od początku mojego odchudzania brałam udział w kilkunastu spotkaniach i dwóch rodzinnych uroczystościach, nie licząc Świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocnych. Za każdym razem stosowałam moje powyższe, sprawdzone sposoby: jadłam świadomie to, na co miałam ochotę w ilościach które nie powodowały wyrzutów sumienia. Z żadnego z tych miejsc nie wychodziłam zła na siebie, że przesadziłam i że cały wysiłek poszedł na marne.

Poznałam dzięki temu nowe smaki – kawy, przystawek, serów czy sałatek, z którymi potem eksperymentowaliśmy w domu. Następnego dnia znów zaczynałam od zdrowego śniadania i ze spokojem wracałam do codziennych aktywności.

To też jedno z moich odkryć z tego czasu, żeby nie traktować jedzenia samego w sobie jako zło, z którym powinnam walczyć. Znając siebie wiem, że lepiej będę się czuła kiedy spróbuję niż wtedy, gdy będę „krążyć” wokół stołu denerwując się, że nie mogę, „bo się odchudzam”.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *