To nadal tylko buraki

To nadal tylko buraki

Tytuł nie brzmi zbyt atrakcyjnie, prawda? A jednak to czytasz bo jesteś ciekawa, o co mi chodzi z tymi burakami. Tak w ogóle – lubisz buraki? Zależy jak przygotowane, prawda? Takie ze skórką nie wyglądają jakoś szczególnie apetycznie. Ale już ugotowane, przyprawione i pięknie podane w otoczeniu smakowitej zielonej sałaty skropionej aromatyczną oliwą z oliwek…

Zjadłabyś? Nawet jeśli za nimi nie przepadasz, pewnie dałabyś się namówić na „wyraziste, bombowo przyprawione buraki”. Nie wiem jak Ty, ale ja widząc taki opis od razu wyobrażam sobie, ileż energii zyskam po takim posiłku. O – i byłby to dla mnie rzeczywisty posiłek – w formie sałatki na przykład.

A co powiesz na „lekkie buraki bez dodatku cukru”? Moje pierwsze skojarzenie: przydałoby się do nich coś jeszcze… Nie dość że „lekkie” to jeszcze „bez” – dokładnie na tych dwóch słowach skupia się mój wzrok i umysł. A skoro „lekkie” i „bez” to mam wrażenie czegoś mało wartościowego, co ani nie będzie smakowym odkryciem, ani wystarczającym posiłkiem. Czyli lipa. Nie chcę tego, bo nie chcę jeść „byle jak”.

Oba sformułowania przytaczał Mateusz Banaszkiewicz podczas swojej prelekcji na Food & Health Conference. Mówił między innymi o tym, jak nasz sposób mówienia o zjawiskach wpływa na ich przeżywanie. Tytułowe buraki były przykładem i wstępem do przełożenia na „ludzki język” wyników badań dotyczących sposobu przeżywania stresu, ale przede mną otwarły całą przestrzeń sposobu mówienia (i myślenia) o wszystkim, co wiąże się z odchudzaniem.

Zapytałam dziewczyny w mojej facebookowej grupie i na fanpage’u jakie słowa kojarzą im się z odchudzaniem. Na 30 określeń aż 14 było negatywnych. Odpowiedzi posypały się bardzo szybko. Wiem – nie mogę tego nazywać reprezentatywnym wynikiem ani mojego pytania – badaniem, ale dało mi dużo do myślenia.

Gdyby dołożyć moją cegiełkę – słowo „muszę”, które przez lata było moim głównym skojarzeniem – byłoby 15 negatywnych określeń na 31. Było. Już nie jest. Dlatego lubię mówić i myśleć, że coś „wybieram” w miejsce dawnego rezygnuję albo nie kupuję.

Tak, sposób mówienia, nazywania tego co zmieniło się w moim stylu życia ma wpływ na to, jak te zjawiska odbieram, jak je przeżywam, co robię gdy pojawiają się trudności i jak się mobilizuję, żeby iść dalej.

Właśnie – trudności. Nazwę je „porażką”, „przeszkodą” czy „wyzwaniem”? Moją niechęć do jakiegokolwiek ruchu danego dnia – „kryzysem” czy „etapem”? Zjedzenie więcej niż chciałam – „totalną wpadką” czy „chwilą słabości” albo „zdarzeniem, po którym idę dalej”?

Oczywiście – nie chodzi o to, żeby niczego w swoim życiu nie zmieniać, a jedynie inaczej nazywać to, co zawsze robiłam 😉 Nie chodzi o słowa dla słów, ale o dostrzeżenie tego subtelnego związku między mówieniem a sposobem podejścia.

Masz ochotę na małą zabawę? Wypisz (sama dla siebie) 3 rzeczy z minionego tygodnia, o których dotychczas myślałaś: „porażka” a obok nich – określenia tej samej sytuacji, które pomogą Ci inaczej na nią spojrzeć i… iść dalej 🙂

Hmm… podzielisz się nimi w komentarzu…?

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *