Trening: 7 małych kroków które pomagają mi się mobilizować

Kiedy zaczynałam odchudzanie – wiosną zeszłego roku – zależało mi na tym, by wykorzystać do maksimum słońce, ciepło i jasne poranki. Chodziłam więc z kijkami codziennie rano, a po powrocie jeszcze rozciągałam się i ćwiczyłam kręgosłup.

Wiedziałam, że ten radosny, ciepły czas z suchymi chodnikami kiedyś minie i wiedziałam też, że aby utrzymać efekty, oprócz zmian w diecie potrzebne też będą nowe nawyki, dzięki którym nie wrócę do trybu życia, który definitywnie pożegnałam.

Nie ma co ukrywać – latem też nie zawsze chciało mi się wyjść i wiedziałam, że jeśli zacznę szukać wymówek, znajdę je. Nie wiem jak Ty rano, ale gdyby nie codzienne nawyki, czynności powtarzane niemal automatycznie, „budziłabym się” znacznie dłużej, a wybranie dzieci do szkoły oznaczałoby chaos.

Pomyślałam zatem, że swoją mobilizację do ruchu potraktuję tak jak ochotę na „jeszcze 5 minut” każdego ranka: przyzwyczajeniem do konkretnych, powtarzalnych czynności, które siłą rzeczy będą sprawiały, że pójdę do przodu – wyjdę z domu, poćwiczę i będę z siebie dumna:

  1. Prosiłam dzieci o przygotowanie ubrań do szkoły na następny dzień, a ja przygotowywałam ubrania na trening. Ulubione koszulki w jaskrawych kolorach (które kiedyś wstydziłabym się założyć w rozmiarze 46), krótkie spodenki (które dotąd miałam odwagę nosić tylko nad morzem), wygodne buty, w których przeszłam niezłą ilość kilometrów.
  2. Trening – właśnie tak zawsze nazywałam (i nazywam) swoje wyjście z kijkami. Nie spacer, tylko trening. Słowo, które mnie mobilizuje. Nazywa nową mnie. Już nie tę Olę, która stroni od wszelkiego ruchu, ale tę nową, „wydobytą” z niej, odkrywającą radość aktywności fizycznej i – co równie ważne – swoje możliwości.
  3. Do określonej godziny dzieci musiały wyjść z domu żeby zdążyć, a ja dokładnie wiedziałam, co następnego zrobię przed swoim wyjściem. Gdyby ktoś nagrywał mnie dzień za dniem, stwierdziłby zapewne, że działam jak automat 🙂 Tak jest i dziś, kiedy nie wychodzę rano, ale przygotowuję się do ćwiczeń.
  4. Pomagając dzieciom w lekcjach często mówię: zacznij i zrób to, co potrafisz zrobić samodzielnie. Dlatego zaczynam. Ubieram się i wychodzę z kijkami – przecież nie zostanę z nimi na klatce schodowej 😉 Albo: rozkładam karimatę do ćwiczeń i zabieram się do nich – przecież nie zostanę z tymi nogami w górze 😉 Proste. Działa.
  5. Czas dla siebie. Tak traktuję nordic walking i ćwiczenia, tak o nich myślę i tak wykorzystuję. Robię coś dla siebie, swojego zdrowia i dobrego samopoczucia, coś przyjemnego i odprężającego. A z takiej przyjemności przecież nie zrezygnuję 🙂
  6. Koncentracja na chwili, która trwa. Z jeszcze nieobecnym jutrem nic nie zrobię. Decyduję o tym, czym zajmuję się teraz. Czuję że nadchodzi przeziębienie i pewnie jutro nie będzie mi się chciało ćwiczyć? Jutro będzie futro, a teraz czuję się na tyle dobrze, żeby się ruszyć.
  7. Świadomość, że tego, co dobre, zwykle nie widać. Szlachetne zdrowie… Pamiętam jak się czułam, wracając do ćwiczeń po „przerwie na weekend” (już takiej nie robię – ćwiczę też w soboty i niedziele). Pamiętam, jak było miło bez kataru. Pamiętam, jak doceniłam możliwość chodzenia gdy kilka lat temu mój kręgosłup się zbuntował.

Taka jest moja codzienność – małe rzeczy powtarzane każdego dnia. Małe decyzje, które ćwiczą moją wolę i utrzymują formę. A Ty – masz swoje sprawdzone, treningowe sposoby? Podziel się – może także inni skorzystają 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *