Uzaleznienie od slodyczy tam bylam

Uzależnienie od słodyczy: tam byłam

Zaczęłam o tym myśleć po jednym z pytań w naszej grupie. Przyrównałam do swojej sytuacji z czekoladą i zobaczyłam, że dotknęłam zaledwie rąbka, doświadczyłam jedynie ułamka tego, przez co przechodzą osoby uzależnione od jedzenia czy też jedzące emocjonalnie, jak określa się kompulsywne jedzenie.

W poszukiwaniu wiarygodnych źródeł trafiłam na stronę Anonimowych Jedzenioholików

… i poczułam się jakbym stała przed wysoką górą. Rozpoznawałam jej pierwsze wzniesienia, ale wyższe partie były już dla mnie obszarami nieznanymi. Tak, zdarzało mi się jeść mimo braku uczucia głodu. Tak, wstydziłam się i czułam się winna po każdej takiej wieczornej „uczcie” złożonej z czekolady, paczki ciastek czy opakowania czekoladek. O tak – wiele razy traktowałam czekoladę jak lek na smutek, żal, złość czy bezradność.

Tak było. Tak kiedyś bywało. Przeraziła mnie myśl, jak moje uzależnienie od słodyczy mogło się przeobrazić w uzależnienie od jedzenia w ogóle i jednocześnie uświadomiłam sobie, że nawet nie przyszłoby mi do głowy prosić kogokolwiek o pomoc.

Dopiero teraz mogę o tym mówić jak o czymś, co było. Było. Etap zakończony, czas przeszły – ze świadomością, że już zawsze powinnam zwracać uwagę na te delikatne sygnały które mój organizm wysyła jeśli zbliżam się niebezpiecznie do granicy, której przekroczyć nie powinnam.

Nie chodzi o traktowanie słodyczy jak wrogów.
Nie chodzi o radykalną rezygnację ze słodkości „na zawsze”.
Nie chodzi o strach czy ucieczkę na widok wszystkiego co słodkie.

Chodzi o zachowanie w sobie tej przestrzeni wyboru – tej wolności, która pozwala mi decydować: „poczęstuję się tym” albo „nie potrzebuję tego, nie muszę tego teraz jeść”. Ważne jest też dla mnie uchwycenie tych momentów, w których słodycze pojawiają się jako pierwsze, „najprostsze” rozwiązanie kiedy jestem zdenerwowana, smutna, rozczarowana, zawiedziona czy bezradna: „hej, przecież to nie jest wyjście – już to wiesz”.

Nie czuję się teraz „mistrzynią świata” która już nigdy niczego nie zje pod wpływem emocji.
Nie noszę w sobie lekceważenia, pogardy czy poczucia wyższości wobec dawnej siebie.
Nie naciągam swoich zasad do granic możliwości tylko po to, żeby sobie udowodnić że dam radę.

Nauczyłam się traktować jedzenie (i aktywność fizyczną) jako wyraz mojej mądrej dbałości o siebie.
Nauczyłam się słuchać siebie i nie zagłuszać jedzeniem pojawiających się emocji.
Nauczyłam się korzystać z dobrodziejstwa moich małych kroków które odkryłam jako narzędzia do wykorzystania na każdym etapie, przez cały czas, od zaraz.

Mam w sobie ogromny szacunek wobec osób które mają odwagę szukać pomocy rozpoznając u siebie problemy z jedzeniem czy objadaniem się pod wpływem emocji. Nigdy takiej drogi nie podjęłam – zaproszenie do zmiany przyszło do mnie niespodziewanie podczas warsztatów dla kobiet stanowiących część spotkania Dzielnych Niewiast w Warszawie przy parafii Ojców Redemptorystów na Pieszej.

2 kwietnia 2016 roku zaczęła się przygoda która trwa cały czas, bo widzę kolejne jej etapy i kolejne dobre decyzje podejmowane dlatego, że w tamtą kwietniową sobotę postanowiłam że pointą dnia nie będzie czekolada.

Jeżeli czytając moje słowa pomyślałaś: „super – też dziś tak spróbuję!” to świetnie 🙂 A jeśli czujesz, że połączenie: jedzenie+emocje zaczyna Cię przerastać, nie czekaj aż zacznie Ci przesłaniać wszystko. Znajdź profesjonalną pomoc albo grupę wsparcia. Uświadomienie sobie potrzeby pomocy jest konieczne, żeby zrobić pierwszy krok, ale to działanie przynosi efekty.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *