W jakim momencie cyklu najlepiej zacząć odchudzanie?

„Dziewczyny, jak sobie radzicie z chęcią na słodkie podczas tych dni?”, „Czy w trakcie dni płodnych Wam też waga pokazuje kilka kilogramów więcej?”, „Wytrzymałam 2 tygodnie a dziś… zjadłam wszystko z lodówki.”, „Czy tylko ja mam taki problem i przed okresem mam więcej na wadze?”, „Zbliżają się trudne dni i chodzi za mną coś słodkiego.”, „Jak poradzić sobie z wiecznym głodem przed miesiączką?”

Znasz to? Wszystko idzie dobrze i „nagle” coś się dzieje z Twoją motywacją? Albo: już byłaś pewna, że świetnie opanowałaś nowe nawyki żywieniowe, a tu „nagle” jakiś wilczy głód i nic (nie tylko słodkiego) się przed Tobą nie ukryje? Albo: 15-20 powtórzeń czy 10km marszu to była dla Ciebie pestka, a tu „nagle” po 10 powtórzeniach masz dość (fizycznie i psychicznie), a po 5 kilometrach droga zaczyna się dłużyć?

Bo nie jesteś maszyną, Twoje hormony działają i mają niemały wpływ na to, jak się czujesz, jak się męczysz i na co masz ochotę. Recepta, sposób, złoty środek? Zaakceptuj. To jedyna – i najlepsza – rzecz, jaką możesz zrobić. Walcząc ze swoim zmęczeniem czy złym samopoczuciem stracisz tylko siły.

Jak wiesz, nie jestem lekarzem, dietetykiem ani trenerem. Słowa, które przeczytasz poniżej, wynikają wyłącznie z mojego kobiecego doświadczenia i powtarzalności, którą zaczęłam odkrywać na przestrzeni minionego roku. Znałam ją dotychczas wyłącznie od strony emocjonalnej, bo nigdy wcześniej nie byłam aktywna fizycznie. Chodząc z kijkami zaczęłam lepiej poznawać swoje ciało i tym właśnie chcę się z Tobą podzielić. Może dzięki moim odkryciom będziesz dla siebie bardziej wyrozumiała…

Miesiączka – wtedy bardziej odczuwam zmęczenie – podczas marszu przychodzi szybciej. Czuję się słabsza, moja motywacja spada i nie chce mi się czegokolwiek sobie udowadniać ani pokonywać swoich „rekordów”. Jeśli pojawia się ból – podczas marszu mija bezpowrotnie, chociaż cały czas towarzyszy mi myśl, że znam siebie inną – wydajniejszą, silniejszą i bardziej zmotywowaną. Plus tego czasu: wiem, że na ból lepszy jest marsz z kijkami niż tabletka, ale słucham siebie i tego wewnętrznego głosu, który mówi mi, czy decyzja o wyjściu jest w tym momencie dobra.

Początek drugiej fazy (płodnej) tuż po miesiączce – czuję się rewelacyjnie w każdej sytuacji, zmęczenie nie męczy tylko dodaje radości, podczas ćwiczeń mam ochotę na te kilka powtórzeń więcej i świetnie je znoszę. Podczas marszu dodatkowe kilometry sprawiają frajdę – idzie mi się cudnie, myśli rewelacyjnie i mam 10 pomysłów na minutę; snuję dalekosiężne plany, czuję się odważna i niepokonana. Już wiem, że kolejne powtórzenia ćwiczeń czy kilometry mogą być nie do utrzymania w kolejnych dniach cyklu, ale cieszę się tym, co tu i teraz.

Końcówka drugiej fazy, okolice owulacji – jeszcze jest dobrze, światła nie zgasły, ale zaczynam czuć, że już niedługo tej emocjonalnej radości i frajdy z wysiłku. Na pytanie, czy wszystko dobrze, odpowiadam „tak, ale” i moje ciało podczas wysiłku fizycznego reaguje dokładnie w ten sam sposób: „wiesz, wszystko ok, ale naprawdę chcesz tak zasuwać?” Jeszcze mam siłę, żeby mu odpowiadać twierdząco, ale już słyszę w tle: „jasne, jasne, zobaczymy za parę dni…”

Trzecia faza (niepłodna), między owulacją a kolejną miesiączką: trzymają mnie tylko wypracowane nawyk. Zabieram się za ćwiczenia w domu niezależnie od tego, czy mam na nie ochotę – a zwykle w tym czasie nie mam, chyba że uda mi się zacząć rano na tyle szybko, żeby nie zdążyć zapytać siebie: ćwiczę czy nie? 😉 Entuzjazm mniejszy, ale wiem, że przyjdzie taki czas, kiedy rozkwitnie. Więcej rzeczy mnie denerwuje, więc ja sama siebie też 😉 Waga pokazuje więcej, motywacja słabnie i muszę się bardziej pilnować, jeśli w pobliżu znajduje się coś słodkiego 🙂

Nie pamiętam, w jakim momencie zaczynałam odchudzanie, ale wiem już, że gdybym rozpoczynała je teraz, najlepszy byłby czas tuż po miesiączce (z największą energią do pracy), albo z porządnym zapasem dni do owulacji – żeby „na dzień dobry” nie narzucić sobie wysiłku, któremu potem nie byłabym w stanie sprostać.

Znając siebie wiem także, że żadne „od jutra” mnie nie mobilizuje, dlatego wolałabym zacząć od razu, od teraz, tylko ze świadomością, w jakim miejscu cyklu jestem i – w związku z tym – ile od siebie wymagać.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *