wyniesione-z-domu-slodycze-na-kazda-okazje

Wyniesione z domu: słodycze na każdą okazję

Jeśli chcesz osiągnąć to, czego nigdy nie miałeś, zacznij robić to, czego nigdy nie robiłeś.

Te słowa zobaczyłam najpierw jako cytat w sieci, a po długim czasie odnalazłam w książce Macieja Bennewicza. Pasują idealnie do początków mojej zmiany i do myśli, która wróciła do mnie w rozmowie.

Kiedy zaczynamy zmieniać swój sposób jedzenia dość szybko orientujemy się, że pewnych rzeczy w sobie nie umiemy „przeskoczyć”. Próbujemy raz, drugi, trzeci a gdy z różnych powodów zaczyna się trudniejszy czas albo pojawia się jakiś pojedynczy problem – wracamy do tego co dobrze znane i co jest „od zawsze”.

A co jest od zawsze? To co znamy z domu. Sprawdzone bliskością, codziennością, zrozumieniem…

Przyzwyczajenia wydają się bezpiecznymi koleinami, którym w takich sytuacjach chętnie powierzamy naszą wędrówkę – także do zdrowia. Jak to, co znam od lat – myślimy sobie – może mi szkodzić?

Kiedy w naszym życiu dzieje się coś, co uruchamia w naszym organizmie pierwotną reakcję „uciekaj lub walcz”, nazywaną współcześnie stresem, dosłownie i w przenośni zawęża się nasze pole widzenia i zaczynamy dostrzegać tylko to, co konieczne do przetrwania.

To nie jest czas ani na cieszenie się smakiem, ani na eksperymenty kulinarne, ani na odmawianie sobie czegoś, co przez długie lata (w domu rodzinnym?) przynosiło nam ukojenie.

I nawet jeśli mamy już za sobą lata mieszkania samodzielnego albo z własną rodziną, nawet gdy z różnych powodów wcześniej uznałyśmy, że niektórych rodzinnych zwyczajów powtarzać nie chcemy, nawet jeśli świadomie zrezygnowałyśmy wcześniej (często z wielkim trudem) z domowych przyzwyczajeń, to co dotyczy jedzenia jakoś do nas wraca…

Znasz to?

✿ słodycze zawsze w domu,

✿ coś słodkiego na pocieszenie,

✿ coś słodkiego żeby świętować sukces,

✿ słodkości kupowane „na zapas”,

✿ słodkości kupowane ze względu na okazję (promocję) w dużych ilościach,

✿ przekonanie, że „nie wypada” nie mieć w domu słodyczy dla gości,

✿ ukrywanie słodyczy przed bliskimi żeby uciszyć komentarze, wymówki albo pytania…

Coś pojawiło się w dobrej wierze, coś przenosi się z pokolenia na pokolenie, coś jest owocem ciągłych braków w sklepach jakie pamięta niejedno starsze pokolenie, coś jest powiązaniem miłości z karmieniem albo z jedyną akceptowaną formą uwagi (poprzez karmienie), bo i z tym się spotkałam w rozmowach…

Żadnej z tych sytuacji nie oceniam. Myślę że związek: jedzenie-dom jest dużo bardziej skomplikowany i widząc dane zjawisko widzimy tylko jego część. Tę, którą dana osoba chce nam pokazać. I tak jak ją sama widzi.

Jeśli jednak, starając się zmienić własne nawyki związane z jedzeniem, od czasu do czasu napotykam na barierę, uświadomienie sobie korzeni tego co „od zawsze” może być bardzo pomocne. Jak i dlaczego?

Mając wiedzę, mam wybór. Dopóki powtarzam coś nieświadomie, nie wiedząc czemu ma mi to służyć, działam na „autopilocie”. Kiedy dociera do mnie, że – na przykład w stresujących sytuacjach – zaczynam szukać czegoś słodkiego bo tak było w domu, mam szansę zrobić krok wstecz i zastanowić się, czy ja również w ten sposób chcę radzić sobie z trudnościami. Czy to jest mój świadomy i dobrowolny wybór, który mi rzeczywiście pomaga. Jak długo odpowiedź będzie twierdząca, tak długo zapewne pozostaniemy przy znanym rozwiązaniu.

Zderzamy się tu z czymś jeszcze: z naszym obrazem rodziców jako osób, które kochają i chcą dla nas najlepiej.

Kochają, chcą najlepiej, a jednocześnie mogą mieć inne spojrzenie na to, co w jedzeniu nam służy i co jest dla nas dobre. Nie jesteśmy w stanie przekonać drugiej osoby, jeśli ona sama siebie nie przekona, czyli nie znajdzie ważnych dla siebie argumentów przemawiających za konkretną zmianą.

Natomiast nad tym, co rozpoznałyśmy jako „wyniesione z domu” (bardzo ważny krok) i czego nie chcemy nieść dalej, możemy pracować.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *