Wyrzuć za duże ubrania

…ale najpierw zrób im zdjęcia porównawcze z tymi, które nosisz teraz. Pozbywaj się tych rozmiarów, kolorów i fasonów, które już Ciebie nie wyrażają, które już nie mówią o tym, kim jesteś. Nie zachowuj ich:

✿ „na wszelki wypadek” – bo już nie wrócisz do tej wagi, której się z takim trudem pozbyłaś
✿ „na domowy użytek” – bo w domu też chcesz się czuć wyjątkowo i zwycięsko
✿ „na chłodniejsze dni” – bo niższa temperatura to nie powód do zaniedbania wyglądu

Wyrzucaj za duże ubrania, bo zakładając je, nawet w domu do sprzątania, będziesz znów wracać do dawnej siebie – tej cięższej, smutniejszej, zrezygnowanej. Znam to. Dlatego wczoraj przygotowałam, a dziś wyniosłam dwie siatki ubrań.

Ciemne koszulki pasujące do wszystkiego, krótkie spodenki (kiedyś z trudem znalezione w takim rozmiarze), słynna czerwona spódnica tak mnie kiedyś motywująca… To już nie jestem ja. Już nie chcę się tak czuć.

W za dużych ciuchach, nawet w domu, jestem bardziej skłonna „odpuszczać sobie”, czyli – konkretniej – jeść więcej, niezdrowo i rezygnować z ćwiczeń. Śmieszne? Dla mnie zaskakujące.

Włożyłam dużo wysiłku w to, żeby znaleźć się tu, gdzie jestem teraz. Żeby wyglądać tak, jak wyglądam. Nie chcę się cofać. A to zadziwiająco łatwe – po prostu wrócić do starych przyzwyczajeń, niepostrzeżenie dla siebie samej „ześlizgnąć się” w złe nawyki. W końcu działałam na nich… 30 lat? Może trochę mniej. W każdym razie schemat „jedzenie na pocieszenie” znam bardzo, bardzo długo. Dokładnie – od czasów nauki w szkole – policz sobie, jestem rocznik ’75…

Pozbywaj się za dużych ubrań, bo dzięki temu przygotujesz sobie miejsce… nie tylko na nowe ciuchy:

✿ na nową siebie
✿  nowe nawyki
✿  nowy sposób myślenia
✿  nowe emocje
✿  nowy wysiłek

Zdziwisz się jak bardzo… Naprawdę się zdziwisz, jak pozytywnie to pozbycie się jakiejś cząstki dawnej siebie zmotywuje Cię do wytrwałego utrwalania nowych nawyków i pracy nad sobą nawet jeśli od dłuższego czasu nie widzisz rezultatów.

Przymierzanie i porównywanie ubrań pokaże Ci, jaką drogę przeszłaś, jak duży masz powód do dumy, jak stopniowo to, co na początku wydawało się niemożliwe, zmienia Cię – zewnętrznie i wewnętrznie. Bo obie te zmiany dokonują się równolegle.

Uczestniczyłam kiedyś w warsztatach, podczas których miałyśmy (same kobiety) spośród wielu różnych nakryć głowy wybrać to, które najlepiej nas wyraża, w którym czujemy się najbardziej sobą. Potem miałyśmy o tym opowiedzieć. Niesamowite, jak wiele łez się polało, jak wiele słów nigdy nie mówionych wydostało się na zewnątrz…

Założyłam wtedy różowy kapelusz, teraz – pisząc te słowa – mam na sobie różową, dopasowaną sukienkę 🙂

Nie jestem psychologiem, ale czuję, jak to, co mam na sobie, wpływa nie tylko na mój sposób poruszania się, ale na to, jak mi jest z samą sobą. I nie chodzi wcale o zakładanie wizytowej sukienki do zmywania.

Jeśli w dodatku to jest ciuch – koszulka, legginsy, krótkie spodenki – o którym przez wiele lat myślałam: „to nie dla mnie, nigdy się w to nie zmieszczę”, to zakładając go, czuję podwójną satysfakcję. Po pierwsze dlatego, że się nareszcie mieszczę. Po drugie – bo mnie ten rozmiar zobowiązuje do drogi wyłącznie naprzód.

Nie odchudzam się dla ubrań, wyglądu czy dumy. Odchudzam się dla tego wszystkiego jednocześnie (mam nadzieję, że wyczułaś zabarwienie 😉 Dla siebie się odchudzam. Dla swojego zdrowia. A akcent odzieżowy jest przy tym bardzo przyjemną miarą 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *