z-czego-zrezygnowac-zeby-schudnac

Z czego zrezygnować żeby schudnąć?

Być może po tym pierwszym zdaniu porzucisz lekturę, ale i tak to napiszę: po pierwsze – zrezygnuj z wyobrażeń i planów dotyczących ilości kilogramów jakie zgubisz albo czasu, w jakim to osiągniesz. Serio. Nic tak nie frustruje jak niespełnione oczekiwania – choćby własne. Zmieniasz tryb życia, przestawiasz się na inne jedzenie (niech to będzie naprawdę jedzenie, a nie „cudowne” suplementy!), dodajesz ruch, sport i Twoje mądre ciało potrzebuje czasu, żeby się w tym wszystkim „odnaleźć”.

OK, mamy to – żadnych liczbowych oczekiwań. Zamiast nich zobacz swój cel, nazwij go tak wyraźnie, jak tylko potrafisz. Na przykład – wejść do spodni (sprzed ciąży / 2 numery mniejszych / wymarzonych jasnych rurek) i oczywiście ładnie w nich wyglądać 🙂

Widzisz różnicę? Masz kierunek, wiesz dokąd zmierzasz, ale nie narzucasz sobie żadnych „norm” w których musisz się zmieścić w określonym – zwykle jak najkrótszym – czasie. Inaczej odchudzanie przestanie być przyjemne. A powinno takie być! 🙂

Zaraz – jak to przyjemne?

Dlaczego odchudzanie jest takie trudne?

Trzy pierwsze powody z brzegu: Bo masz poczucie ograniczania i zakazów? Bo wymaga wysiłku (także fizycznego)? Bo efekty bywają niewspółmierne do włożonej pracy? A chciałoby się tak rach-ciach jak przy pysznym ciastku – kilka ruchów łyżeczką i już nie ma 😉

Założę się, że gdy słyszysz „odchudzanie” wszystko się w Tobie spina do walki i zastanawiasz się, czy aby na pewno jesteś na to gotowa. Znam to. Dlatego tak późno podjęłam decyzję o odchudzaniu, że chciałam się do niego „przygotować”, „sprawdzić, czy dam radę”. I tak „wiekopomna decyzja” bywała poprzedzana „ostatnią czekoladą”, „jeszcze jednym dniem ze słodyczami”, „zastanawianiem się”. Bzdury sobie wmawiałam, a kilogramów mi przybywało. Wiesz że był taki czas, gdy z moją wagą dobrnęłam niemal do setki?

To co jest najtrudniejsze w odchudzaniu to – znów – oczekiwania i wyobrażenia. Tylko że negatywne. Strach przed tym, co zacznie nas „ograniczać”. Tak jakby częstowanie naszych smutków słodyczami nie było ograniczaniem…

W książce „Kto zabrał mój ser?” (rewelacyjna – polecam Ci ją gorąco) padają takie słowa: „Co byś zrobił, gdybyś się nie bał?” Co byś zrobiła, gdybyś nie bała się tych wszystkich „tortur nie do przejścia”, jakie czyhają na Ciebie tuż za progiem podjętej decyzji?

Nie mówię oczywiście o sytuacji…

…kiedy odchudzanie staje się niebezpieczne

Głodzenia się, poddawania wyniszczającemu wysiłkowi fizycznemu, eksperymentowania z tabletkami, napojami czy suplementami prowadzącymi do (zbyt) szybkiego i niebezpiecznego spadku wagi nie nazywam odchudzaniem. To krzywda wyrządzana własnemu organizmowi i dla mnie po prostu grzech przeciwko Piątemu Przykazaniu.

Ale jesteśmy przecież nie tylko ciałem. Dla mnie odchudzanie staje się niebezpieczne także wtedy, gdy widnieje jako jedyny cel naszej codzienności, a wszystko, co przyjemne, dobre i po prostu fajne zaczyna się za progiem niższej (wymarzonej) wagi. „Kiedy już schudnę, będę miała wreszcie czas dla siebie”, „Gdy schudnę, wszyscy będą mnie lubili”, „Jak już wreszcie schudnę, wybiorę się na takie wakacje, że głowa mała”. Teraz to zrób – chyba że jesteś na etapie zbierania funduszy 🙂 Teraz znajdź czas dla siebie. Albo jeszcze lepiej: przeznacz czas na to, co naprawdę lubisz. Tylko może niech to nie będzie jedzenie 😉

Nie zrozum mnie źle – zaplanowanie dla siebie jakiejś przyjemności, na którą sobie pozwolisz po pozbyciu się nadprogramowych kilogramów może zadziałać bardzo mobilizująco. Chodzi tylko o to, żebyś w ferworze walki nie straciła tego cennego „teraz”. Tego dzisiejszego słońca, tego spotkania przy kawie, tego spaceru w ciszy albo tej imprezy w towarzystwie, które uwielbiasz. Życie nie zaczyna się od określonej liczby na wadze. Życie jest teraz, dzieje się. Trwa. Wiruje, zaprasza Cię, woła – słyszysz? W takim razie…

Jak odchudzać się zdrowo?

I to jest dobre pytanie. Wszystkie inne, w stylu:

Jak szybko schudnąć?
Jak schudnąć 10 kg?
Jak najszybciej schudnąć?
Jak schudnąć bez wysiłku?
Jak zrzucić 30 kg w ciągu miesiąca?

Odrzucaj i nawet nie zaczynaj słuchać odpowiedzi. Na tak zadane pytania po prostu nie ma mądrych odpowiedzi. Są za to (niestety) głupie środki. Ale Ty jesteś mądra i tamte opcje Cię nie interesują. Chcesz zdrowo. I skutecznie. To zaczynamy:

✿ Wybierasz zdrowe jedzenie. Wybierasz i decydujesz się na nie. Nikt Cię do tego nie zmusza.

✿ Decydujesz się na aktywność fizyczną. Taką jak lubisz, w jakiej wytrwasz i na jaką możesz sobie pozwolić.

✿ Postanawiasz uniezależnić się od słodyczy. Wiesz dobrze, że po żadnej czekoladzie nie było lepiej, a Ty chcesz naprawdę dbać o siebie.

Zaczynasz właśnie piękną i niepowtarzalną przygodę. Będziesz poznawać siebie na nowo. Będziesz czuła swoje ciało jak nigdy dotąd. Zaczniesz słyszeć cichutkie sygnały wysyłane przez Twój organizm związane z jedzeniem, snem, nawodnieniem, wysiłkiem fizycznym, ale także – reakcjami na to, co do tej pory tłumiłaś porcją cukru w przeróżnych postaciach. Odkryjesz cechy, których w sobie nie dostrzegałaś. Nazwiesz to, co do tej pory było „jakieś takie nieokreślone”. Odważysz się na działania, w których do tej pory widziałaś „innych”. Odnajdziesz w sobie siłę i wykorzystasz ją już nie tylko w przygodzie z odchudzaniem. Yeah!

Powiedz sama – czy w obliczu takiej przygody rezygnacja (z czegokolwiek) podczas odchudzania nadal jest dla Ciebie „rezygnacją” czyli smutną zgodą na utratę czy powolutku staje się wyborem, decyzją, żeby zyskać coś o wiele ważniejszego?

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *